Serbski kurs na Moskwę?

Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Belgradzie powstało już w 1981 roku, jeszcze w okresie rządów komunistycznych, a Serbia od trzech lat posiada status państwa-kandydata do Unii Europejskiej. W ostatnich miesiącach serbski rząd rozwija jednak współpracę z Federacją Rosyjską, choć stara się nie przekreślać swoich relacji z Brukselą.

Rosyjski prezydent Władimir Putin w październiku ub.r. został przyjęty w Belgradzie z najwyższymi honorami, biorąc udział w obchodach 70-tej rocznicy wyzwolenia stolicy Serbii spod okupacji III Rzeszy. Rząd postanowił z tej okazji zorganizować największą od 40 lat defiladę wojskową, a Putin otrzymał najwyższe odznaczenie wojskowe z rąk prezydenta Tomislava Nikolica, który w języku rosyjskim wyraził dumę z możliwości przyznania tej nagrody najbardziej kontrowersyjnej postaci w międzynarodowej polityce. Niecałe dwa miesiące później rosyjski prezydent rozmawiał z Nikolicem na temat dalszej współpracy energetycznej po fiasku projektu gazociągu South Stream. Serbski prezydent będzie też jednym z niewielu europejskich przywódców, który przybędzie na moskiewską defiladę z okazji 70-tej rocznicy zakończenia II Wojny Światowej, co tylko potwierdza serdeczne stosunki Belgradu i Moskwy.

Historia i współczesność

Serbsko-rosyjska przyjaźń nie jest jednak niczym specjalnie nowym. Oba kraje od średniowiecza łączy przede wszystkim prawosławie, za obrońcę którego w XVIII w. uważała się Moskwa. Właśnie wówczas Rosja zaczęła pomagać Serbom, natomiast w 1876 r. Serbowie rozpoczęli nieudane powstanie przeciwko władzy Imperium Osmańskiego. Zbrojne wystąpienie zakończyło się niepowodzeniem, jednak w kwietniu 1877 r. Rosja wypowiedziała zwycięską wojnę Turkom. Na mocy pokoju w San Stefano, podpisanego 3 marca 1878 r. i zrewidowanego cztery miesiące później w Berlinie, Serbowie uzyskali niepodległość. W kolejnych dziesięcioleciach Rosja była protektorem serbskich interesów, po okresie rządów komunistycznych w obu państwach wspierając Belgrad zwłaszcza w okresie wojny w Jugosławii w latach 90 XX w., a także w trakcie bombardowań NATO w 1999 r. Choć w praktyce werbalna pomoc ze strony Moskwy niewiele zmieniła, co było widoczne zwłaszcza po ogłoszeniu niepodległości przez Kosowo w 2008 r., Rosja nadal jest uznawana przez Serbów za swojego sojusznika.

Wpływy i interesy

Decydują o tym nie tylko historyczne zaszłości, ale także wciąż obecne bezpośrednie wpływy Rosji na Bałkanach. W Serbii przejawiają się one zwłaszcza w postaci „soft power”, a więc sieci instytucji i mediów budujących pozytywny wizerunek Rosji, zwłaszcza jako pokrewnego narodu wyznawców prawosławia. W Serbii obecne są fundacje, instytucje kulturalne i media reprezentujące punkt widzenia Moskwy, mogącej liczyć również na przychylne stanowisko części gazet i partii, nie otrzymujących bezpośredniego wsparcia finansowego z zagranicy. Za współpracą z Rosją przemawiają nie tylko sympatie społeczeństwa, lecz również czysto gospodarcze interesy. Są one widoczne zwłaszcza w sektorze gazowo-paliwowym, kontrolowanym w zasadzie przez Gazprom Nieft. Dzięki przejęciu w 2008 r. serbskiego koncernu NIS, Rosjanie posiadają cały rynek przetwórstwa ropy naftowej i zdecydowaną większość stacji paliw. W 2000 r. oba kraje podpisały umowę o wolnym handlu, korzystną zwłaszcza dla strony serbskiej, której produkty objęte są wręcz symbolicznym cłem. Serbowie poczuli się zresztą tak pewnie, że niedawno Moskwa zażądała dowodów, iż Belgrad nie reeksportuje do Rosji polskich jabłek objętych tamtejszym embargiem.

Šešelj na wolności

Duży wpływ na politykę serbskiego rządu względem Rosji ma fakt zwolnienia Vojislava Šešelja z aresztu w Hadze. Lider Serbskiej Partii Radykalnej więziony od 2003 r. i oskarżony o zbrodnie wojenne w byłej Jugosławii 12 listopada 2014 r. powrócił do Serbii z powodu złego stanu zdrowia. Po powitaniu na lotnisku w Belgradzie przez swoich zwolenników nie zniknął jednak w ośrodku leczniczym. Odkąd wrócił do Serbii, Šešelj niemal codziennie udziela wywiadów krajowym i zagranicznym mediom, a także podróżuje po całym kraju. W trakcie swojej działalności jak zwykle wzbudza kontrowersje. Šešelj w rocznicę bombardowań NATO w Belgradzie palił flagi NATO i Unii Europejskiej, a niecałe dwa tygodnie później podobnie czynił z flagą Chorwacji, czym zajęła się zresztą prokuratura. Lider nacjonalistów podczas swoich licznych wieców zajmuje się nie tylko swoim procesem w Hadze, ale także sytuacją wewnątrz kraju. Krytykuje rządy Serbskiej Partii Postępowej (jej członkami są prezydent i premier, wcześniej należący do ugrupowania radykałów), oskarżając je o zdradę serbskich interesów, które według niego wymagają strategicznego sojuszu z Rosją. Šešelj uważa negocjacje z UE za zdradę i oskarża obecną władzę o serwilizm wobec Brukseli, mający zwłaszcza objawiać się w podjęciu rozmów z Kosowem.

Nie tylko Rosja

Polityka wobec powstałej w 2008 r. Republiki Kosowa, wskazuje na dalsze zainteresowanie Serbii integracją z Europą Zachodnią. Mimo wciąż żywej niechęci Serbów wobec odłączenia od kraju historycznego regionu, rząd Vucica stara się prowadzić rozmowy z Prisztiną. Ostatnie negocjacje nie dotyczą wszakże uznania niepodległości Kosowa przez Belgrad, lecz normalizacji stosunków między oboma krajami. Stosunek Serbów do Albańczyków jest jednoznaczny, jednak rządzący starają się kanalizować panujące nastroje i prowadzą politykę mającą zbliżyć ich do UE. Serbowie rozpoczęli więc proces prywatyzacji, współpracują ściśle ze wspomnianym trybunałem w Hadze, a po unijnym sprzeciwie wobec budowy gazociągu South Stream, premier Vucić stwierdził, że bez porozumienia Moskwy z Brukselą ta inwestycja nie ma sensu, a Belgrad nie poczyni żadnych kroków bez zgody UE.

Serbia w regionie Europy Środkowej prowadzi więc politykę nieco bardziej prorosyjską niż reszta państw tej części kontynentu, lecz tak jak i one, stara się nie zamykać przed sobą żadnych drzwi.

Maurycy Mietelski

Zobacz także tego autora