Malagascy żołnierze wtargnęli w poniedziałek do siedziby sądu konstytucyjnego odbijając go z rąk wojskowych, którzy zachowują wierność wobec obalonego w marcu prezydenta. Kryzys polityczny na Madagaskarze zdaje się nie mieć końca.
Władze Etiopii poinformowały w sobotę o aresztowaniu 35 osób podejrzewanych o przygotowywanie zamachu stanu. „Mózgiem” całej operacji miał być opozycyjny polityk przebywający obecnie na emigracji w USA.
11 rebeliantów z Darfuru zostało skazanych na karę śmierci za udział w nieudanym ataku na stolicę Sudanu Chartum w 2008 r., w wyniku którego zginęło ponad 200 osób.
Zgodnie z oczekiwaniami, opublikowane oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych w RPA nie przyniosły niespodzianki. Zwyciężył rządzący Afrykański Kongres Narodowy (ANC), któremu nie udało się jednak zdobyć 2/3 większości parlamentarnej, potrzebnej do zmiany konstytucji.
Radykalny islamski opozycjonista - Szejk Hassan Dahir Aweys - powrócił w czwartek (23.04) do Somalii po dwóch latach spędzonych na emigracji.
W Gwinei aresztowano ponad dwudziestu żołnierzy podejrzanych o planowanie zamachu stanu. Kapitan Moussa Dadis Camara, głowa państwa i dowódca gwinejskiej junty, musiał z tego powodu odwołać swoją piewszą zagraniczą wizytę do Libii.
W czerwcowych wyborach o fotel prezydenta Mauretanii rywalizować będzie trzech kandydatów: generał Mohamed Ould Abdelaziz, Kane Hamidou Baba oraz Ibrahima Mokhtar Sarr. Czas na zgłaszanie kandydatur upłynął w środę (22.04).
Co najmniej 36 osób zostało rannych, gdy malgaska policja rozpędziła w czwartek demonstrację zwolenników obalonego prezydenta Ravalomanany. Służby bezpieczeństwa próbowały wyegzekwować wprowadzony po niedawnych zamieszkach zakaz publicznych zgromadzeń.
Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon ostrzegł w środę, iż wysłanie sił pokojowych do Somalii może przynieść więcej problemów niż pożytku. Nie pierwszy raz wyraził sceptycyzm wobec pomysłu wysłania „błękitnych hełmów” do pogrążonego w wojnie i chaosie Rogu Afryki.
W stolicy Lesotho, Maseru, doszło do nieudanego zamachu na premiera Pakalitha Mosisili. Atak na rezydencję premiera, w którego wyniku śmierć poniosło trzech lub czterech niezidentyfikowanych zamachowców, miał miejsce w środę (22.04.).
Rebelianci Narodowych Sił Wyzwoleńczych (FNL), ostatniej aktywnie działającej w Burundi organizacji rebelianckiej, zakończyli w środę składanie broni, a ich ugrupowanie oficjalnie zarejestrowano jako partię polityczną. Trwająca 16 lat wojna domowa dobiegła końca.
Terroryści z działającej na obszarze Maghrebu filii Al-Kaidy uwolnili dwóch porwanych w Nigrze kanadyjskich dyplomatów oraz dwie turystki, które uprowadzili w Mali miesiąc później. W ich rękach pozostaje jeszcze dwójka zakładników.
Debswana, największy światowy producent diamentów będący wspólną własnością rządu Botswany i koncernu De Beers, ogłosiła zmniejszenie produkcji o połowę w porównaniu z rokiem ubiegłym.
Senegalski sąd apelacyjny uchylił w poniedziałek karę ośmiu lat więzienia i nakazał natychmiastowe zwolnienie z aresztu dziewięciu homoseksualistów skazanych w styczniu br. za "niestosowne zachowanie, nienaturalne czynności oraz członkowstwo w organizacji o charakterze kryminalnym."
Służby bezpieczeństwa Togo aresztowały w zeszłym tygodniu Kpatcha Gnassingbe, brata prezydenta i byłego ministra obrony. Zarzuca mu się przygotowywanie zamachu stanu. We wtorek armia tego zachodnioafrykańskiego państwa potwierdziła swą lojalność wobec prezydenta.
Zakończył się proces w sprawie próby przemytu prawie 700 kilogramów kokainy, udaremnionej w zeszłym roku przez władze Sierra Leone. W poniedziałek sąd we Freetown skazał piętnastu oskarżonych w tej sprawie (w tym sześciu Latynosów).
W Republice Południowej Afryki rozpoczęły się dziś (22.04.) wybory parlamentarne. Wielu analityków określa je jako najważniejsze wydarzenie polityczne w tym kraju od czasu obalenia systemu apartheidu w 1994 roku.
Neil Turok, profesor fizyki matematycznej Uniwersytetu Cambridge twierdzi, że rządy zarówno państw afrykańskich jak i zachodnich podążają niewłaściwą drogą jeśli chodzi o pomoc Afryce.
Ruandyjscy rebelianci z plemienia Hutu, którzy ukrywają się we wschodnich prowincjach Demokratycznej Republiki Kongo zaprzeczyli w poniedziałek, jakoby stali za spaleniem wsi Luofo, w którego wyniku zginęło siedem osób, w tym pięcioro dzieci.
Co najmniej 24 osoby zginęły w wyniku starć między mieszkańcami miasta Karatina w środkowej Kenii a członkami sekty Mungiki.
