Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie "Przedterminowe wybory na Ukrainie były niepotrzebne" - wywiad z Bohdanem Osadczukiem

"Przedterminowe wybory na Ukrainie były niepotrzebne" - wywiad z Bohdanem Osadczukiem

15 listopad 2007
A A A

 

- Panie Profesorze, 2 kwietnia prezydent Juszczenko rozwiązał Radę Najwyższą. Od tego czasu na Ukrainie trwał ostry kryzys polityczny. Sam prezydent twierdził, że z tego kryzysu demokracja ukraińska wychodzi wzmocniona, Partia Regionów z kolei uważa, że Juszczenko dopuścił się zamachu stanu. Jakie jest Pana zdanie w tej kwestii?

- Oczywiście, że nie był to zamach stanu. To gruba przesada określać rozwiązanie parlamentu w ten sposób. Uważam jednak, że rozwiązanie Rady oraz przedterminowe wybory były niepotrzebne. Po pierwsze, one do niczego nie doprowadziły, a po drugie były bardzo propagandowe. Nie zaproponowano żadnych reform, żadnych nowych programów z jakąś wizją. Jeszcze raz podkreślam – uważam, że te wybory były zupełnie niepotrzebne.

 

- A w kwestii samych przyczyn oraz przebiegu kryzysu czy uważa Pan, że obie jego strony dopuściły się naruszeń demokratycznych zasad?

- Przekupywanie deputowanych istotnie miało miejsce. Jednak interpretacja czy przechodząc do koalicji rządzącej deputowani naruszyli konstytucję nie leży w kompetencjach prezydenta. Wyrok w tej sprawie powinien wydać Sąd Konstytucyjny, a nie Prezydent Ukrainy.

Image
Bohdan Osadczuk (fot. Piotr Bajor)
- Wydarzenia z jesieni 2004 roku określane jako pomarańczowa rewolucja obiegły cały świat. Jakie były reakcje zachodniej prasy i establishmentu na ostatni kryzys?

- Prawie nikogo to nie interesowało. Praktycznie nie było żadnych reakcji. Europa żyła innymi sprawami. We Francji miały miejsce wybory prezydenckie, w Anglii doszło do zmiany rządu, trwa cały czas wojna w Iraku. Na tych wydarzeniach przede wszystkim się skupiano.

- Prezydent Juszczenko twierdził, że przedterminowe wybory doprowadzą do rozwiązania kryzysu politycznego. Czy sądzi Pan, że kryzys ten został zakończony, czy też może dojść jeszcze do jego eskalacji?

- Wiele w tej kwestii zależeć będzie od zręczności i rozumu prezydenta Juszczenki, ale jeśli on w dalszym ciągu nie będzie zdecydowany i nie powoła Julii Tymoszenko na urząd premiera to może to dla Ukraińców jeszcze źle się skończyć.

- Jednak wybory ostatecznie się odbyły i obecnie trwają negocjacje koalicyjne…

- No właśnie, cały czas trwają i trwają. To jest bardzo niezdrowe i po prostu głupie.

- Jaki jest więc problem w stworzeniu tej koalicji?

- Juszczenko po prostu nie pała sympatią do Julii Tymoszenko. On tak naprawdę uważa, że kobiety nie powinny zajmować się polityką.

- Czy sądzi Pan, że mimo tych wewnętrznych tarć dojdzie jednak do powołania koalicyjnego rządu w konfiguracji Blok Julii Tymoszenko i Nasza Ukraina – Ludowa Samoobrona?

- Jeśli do tej koalicji nie dojdzie, to oczywiście, że będzie kryzys i kolejne awantury. Przede wszystkim autorytet samego Juszczenki spadnie zupełnie.

- Nie uważa Pan jednak, że Juszczenko z ostatnich wydarzeń wychodzi wzmocniony?

- Nie, bynajmniej nie wzmocnił swojej pozycji. Ile jego siła polityczna otrzymała procent poparcia w wyborach? Jeśli Juszczenko popełni błąd i nie powoła Julii Tymoszenko na posadę premiera to jego partia rozpadnie się całkowicie.

- Za kilka dnia odbędą się obchody 3 rocznicy pomarańczowej rewolucji. Jak Pan sądzi z dzisiejszej perspektywy, czy udało się coś osiągnąć dzięki tamtym wydarzeniom?

- Oczywiście, że się udało. Istotnie nastąpiły spore zmiany, no i sama Ukraina zmieniła się i to gruntowanie. Ludzie przestali bać się władzy, a sama władza boi się narodu. W tej chwili uważam to za bardzo ważne. Zrobiło się trochę podobnie jak w Polsce, jest trochę bałaganu i chaosu, ale ludzie wyprostowali plecy i przestali się bać. Co równie ważne zniesiono wszelką cenzurę i prasa jest całkowicie wolna. Uważam, że należy to docenić. Ogólnie tamte wydarzenia były potrzebne, jednak nie należy zapominać, że ludzie od rewolucji oczekują o wiele więcej, niż ona sama może dać. No i na szczęście ukraińska rewolucja była rewolucją pokojową. Odrębną kwestią jest, że tamtych wydarzeń cały czas boi się Rosja.

- Przebieg pomarańczowej rewolucji śledził Pan z Berlina czy też był Pan w Kijowie?

- Byłem wtedy w Kijowie.

- Rozumiem, że brał Pan udział w tych historycznych wydarzeniach na Majdanie?

- Tak, zgadza się. Szczerze mówiąc to prawie tam sobie nogę odmroziłem.

- Dziękuję serdecznie za rozmowę.

- Dziękuję również.

Z prof. Bohdanem Osadczukiem rozmawiał Piotr Bajor.