Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Grzegorz Mazurczak: Spóźniony krok w dobrą stronę

Grzegorz Mazurczak: Spóźniony krok w dobrą stronę

08 kwiecień 2011
A A A

W ostatni czwartek, prezydent Syrii Baszar Assad, przyznał obywatelstwo tysiącom Kurdów, traktowanym do tej pory, jako bezpaństwowcy. Jest to pośredni wynik antyrządowych protestów. Kurdowie wprawdzie do tej pory nie uczestniczyli w nich zbyt aktywnie, to jednak cały czas stanowią potencjalne, śmiertelne zagrożenie dla osłabionego reżimu.

Państwowa telewizja doniosła, że prezydent Assad wydał dekret przyznający obywatelstwo syryjskie ponad 250 tysiącom Kurdów, zarejestrowanych do tej pory w ewidencji północno – wschodniej prowincji Hasaka, jako cudzoziemcy.

Osobnym dekretem, również w czwartek, Assad odwołał gubernatora centralnej prowincji Homs, Mohameda Iyada Ghazę, uginając się pod żądaniami mieszkańców tych terenów, rozwścieczonych śmiertelnymi ofiarami starć  protestujących z siłami bezpieczeństwa. Syryjski przywódca zdymisjonował też przy okazji gubernatora Derei, zubożałej prowincji na południu, w której protesty wybuchły prawie trzy tygodnie temu.
 
Wszystkie te zabiegi są częścią scenariusza władz, mającego pomóc w opanowaniu protestów, które 18 marca wybuchły na południu i szybko rozprzestrzeniły się na inne części Syrii. Dekrety ukazały się w przededniu planowanych przez opozycję nowych protestów.

Kurdowie, największa mniejszość etniczna w Syrii, stanowiąca 15 % z 23 milionowej populacji tego kraju, od dawna narzekali na brak zainteresowania ich losem ze strony rządu i dyskryminację. Kurdowie, którym wcześniej nie chciano przyznać obywatelstwa, automatycznie zostali pozbawieni praw wyborczych, możliwości posiadania nieruchomości, nauki w szkołach publicznych a także podejmowania pracy w instytucjach państwowych.

Rząd bowiem do tej pory niezmiennie twierdził, że Kurdowie nie są Syryjczykami, tylko przypadkową zbieraniną uciekinierów z krajów sąsiednich, Iraku, Iranu czy Turcji. Było to niezbyt wyrafinowane, ale do tej pory bardzo wygodne wytłumaczenie. Jednak w obliczu kryzysu, wszystko się zmieniło. Nagle okazało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Kurdowie mogli zostać pełnoprawnymi obywatelami Syrii.

Wielu syryjskich Kurdów jest zadowolonych z tego kroku. Na przykład Omar Osso, szef Narodowej Inicjatywy Kurdyjskiej wypowiedział się w tym tygodniu, że akt ten pomoże wzmocnić jedność Syryjczyków dodając nawet patetycznie, że jest to „historyczny krok, który ma humanitarny i społeczny wymiar”.
 
Jednak jak zwykle, pojawiają się i odmienne opinie. Niektórzy uważają, że nagły dekret prezydenta jest śmieszny. Miałby jakąs wartość, gdyby został wydany dużo wcześniej. Teraz jest jedynie wyrazem słabości systemu. Poza tym, jaki jest pożytek z nadania obywatelstwa, jeśli za tym gestem nie stoi szacunek dla narodu.

Dla wielu jest to jednak krok w dobrym kierunku. Bez względu na to, jak potoczą się wypadki w Syrii, będą mieli coś konkretnego, oprócz dokumentu, świadomość oficjalnej przynależności do miejsca, które od dawna jest ich domem.

Napięcia między Kurdami i władzami ujawniały się już wielokrotnie, z mniejszym lub większym nasileniem. Na przykład w marcu 2004 r. doszło do ostrych starć między siłami bezpieczeństwa i Kurdami w północno-wschodnim mieście Qamishli. Zamieszki szybko rozprzestrzeniły się na pobliskie miasta Hasaka i Aleppo. Zginęło wtedy co najmniej 25 osób a około 100 zostało rannych.

Kurdowie dotychczas nie brali udziału, masowo i planowo, w antyrządowych protestach, które rozpoczęły się w ubiegłym miesiącu. Jednak władze, dmuchając na zimne, postanowiły przezornie poczynić pewne kroki, by zawczasu uspokoić liczną a tym samym potencjalnie niebezpieczna dla reżimu, społeczność kurdyjską.
 
Dodatkowo, sądy nakazały uwolnienie 48 Kurdów zatrzymanych w ubiegłym roku w mieście Raqqah, za rzucanie kamieniami w policję. Poszło o absurdalny nakaz, by Kurdowie, świętujący akurat Nawroz (swój nowy rok), zastąpili swoje etniczne flagi, syryjskimi.

Nadanie obywatelstwa syryjskim Kurdom jest dużym krokiem we własciwą stronę. Uznanie praw tej mniejszości daje jej szansę na rozpoczęcie w miarę normalnego życia. Szkoda tylko, że gest ten został wykonany ze strachu a nie z naturalnej potrzeby ostatecznego uregulowania skomplikowanych stosunków społecznych i etnicznych. 

Bez względu na to, czy reżim syryjski utrzyma się czy upadnie, raz nabytych praw, nikt już Kurdom nie odbierze. I właśnie to jest jednym z wazniejszych, wymiernych i jeszcze niedocenianych efektów bliskowschodniej rewolucji.