Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Maciej Konarski: Egzekucja na Mbekim

Maciej Konarski: Egzekucja na Mbekim

22 wrzesień 2008
A A A
Prezydent Thabo Mbeki, lew salonowy i mistrz intrygi, po wielu latach sukcesów w końcu zaplątał się we własne sidła. Teraz wszyscy zadają sobie pytanie do jakiego stopnia jego upadek zmieni RPA?

 

Upadek mistrza intryg

W ostatnią sobotę Thabo Mbeki ogłosił swą rezygnację ze stanowiska prezydenta RPA. Decyzję tą podjął zaraz po tym, jak Afrykański Kongres Narodowy (ANC), partia której wiernie służył przez 52 lata, zapowiedział jego odwołanie. Mbeki ustąpił dobrowolnie by oszczędzić sobie chociażby upokarzającego wotum nieufności ze strony parlamentu. Wyrok partii przyjął jednak ze spokojną rezygnacją - zapewne zdawał sobie sprawę, iż dopełnia się ostatni akt jego politycznej klęski.

Bo Thabo Mbekiego obalono w ten sam sposób, w jaki on sam przez lata rozprawiał się ze swoimi rywalami. Przez całe życie był bowiem niemal wyłącznie zawodowym politykiem, aktywistą, walczącym z systemem Apartheidu najpierw w kraju, później na emigracji. Błyskawicznie piął się do góry w strukturach ANC – głównie (jak twierdzili nieżyczliwi) dzięki umiejętności bezwzględnej eliminacji rywali i „wbijania noża w plecy” każdemu kto stanął mu na drodze. Jak było, tak było – faktem jest jednak, że po latach doszedł do pozycji prawej ręki legendarnego Nelsona Mandeli, a później – jego następcy. Jako prezydent RPA i przewodniczący ANC z przeciwnikami rozprawiał się równie skutecznie.

Image
Thabo Mbeki (cc) flickr


Jacob Zuma, rywal na którym Mbeki wreszcie się potknął, też wydawał się swego czasu idealną zwierzyną łowną dla południowoafrykańskiego mistrza intrygi. Niewykształcony populista, bożyszcze tłumów, które uwodził swą mocno lewicową i egalitarystyczną retoryką, miał pełnić w rządzie Mbekiego rolę kwiatka do kożucha. Do władzy dopuszczono go tylko po to by spacyfikować gniew biedoty zmęczonej kosztami transformacji i uspokoić najliczniejszy w RPA lud Zulusów - niezadowolonych z faktu, iż w rządzie i partii dominuje plemię Xhosa (z niego wywodzą się m.in. Mandela i Mbeki). Gdy jednak rozzuchwalony olbrzymią popularnością Zuma zaczął zdradzać prezydenckie ambicje, Mbeki przystąpił do ataku.

W 2005 r. Zumę oskarżono korupcję (sprawa dotyczyła rzekomego przyjęcia łapówek od zagranicznych koncernów zbrojeniowych, rywalizujących o kontrakty na dostawy dla armii), a jego doradcę finansowego Schabira Shaika skazano na 15 lat więzienia. Wkrótce później padł zarzut gwałtu na długoletniej przyjaciółce rodziny. Oba zarzuty kosztowały go utratę kolejno stanowiska wiceprezydenta i wiceprzewodniczącego ANC. Kariera Zumy legła w gruzach.

Autorzy intrygi zaplątali się jednak we własne sidła, gdyż bez względu na prawdziwość zarzutów obie sprawy okazały się być szyte dość grubymi nićmi. Rzekoma ofiara gwałtu okazała się być notoryczną mitomanką, która dziwnym trafem pierwszy telefon po całym incydencie wykonała do… szefa południowoafrykańskiego wywiadu, Ronniego Kasrilsa. Dowody na korupcję Zumy zostały natomiast w nielegalny sposób wyniesione z jego domu i biura przez  policyjną jednostkę „Skorpiony”, a w całej sprawie z pośpiechu popełniono całą masę błędów formalnych. W rezultacie sądy w obu przypadkach uniewinniły Zumę.

Sędzia Chris Nicholson, który dwa tygodnie temu ponownie umorzył sprawę o korupcję zasugerował wręcz w uzasadnieniu, iż przesłanki wskazują, że prezydent mógł z powodów politycznych inspirować śledztwo przeciw Zumie.

Mbeki, zimny i wyniosły salonowy polityk, który gardzi krzykiem, tłumem i wiecami nie docenił również osobistej popularności Zumy ani nie spróbował zdobyć sobie poparcia południowoafrykańskiej ulicy i partyjnych dołów. Pałający żądzą zemsty Zulus, rzucił mu wyzwanie i w grudniu 2007 r. pokonał go w rywalizacji o stanowisko przewodniczącego ANC.

Odtąd los Mbekiego był już przesądzony, a gwizdy i buczenie jakim przywitano go na tamtym feralnym dlań kongresie były ponurą zapowiedzią przyszłości. Zuma bezwzględnie wyciął jego ludzi ze wszystkich ważniejszych stanowisk w ANC i stopniowo uczynił z prezydenta izolowaną figurę bez większego poparcia w partii i społeczeństwie. Zwolennicy Zumy, wśród których rej wodził fanatycznie uwielbiający go szef partyjnej młodzieżówki, Julius Malema, zaczęli następnie stopniowo prześcigać się w groźbach i obelgach pod adresem Mbekiego. Wyrok sędziego Nicholsona, a także zapowiedzi prokuratury o wniesieniu odwołania stały się tylko pretekstem do ostatecznego ataku.

Upokorzony Mbeki odchodzi w atmosferze klęski. To jak historia oceni jego politykę wewnętrzną i zagraniczną pokaże zapewne czas.

Rewolucja czy kontynuacja?

Pytanie brzmi teraz jak zmieni się RPA pod przywództwem Jacoba Zumy? Czy okaże się on radykałem, który zachwieje rasową i ekonomiczną stabilnością kraju i popchnie najbogatsze państwo kontynentu na drogę Zimbabwe? Może jednak będzie kontynuował politykę swego poprzednika?
Image
Jacob Zuma (cc) Albert Bredenhann


Osobiście obstawiam, że pod rządami Zumy RPA skręci w lewo, lecz nie w przesadnie gwałtowny sposób. Po pierwsze totalne przeciwstawianie sobie liberała Mbekiego i populisty Zumy wydaje mi się mocno przesadzone. Nawet pod rządami Mbekiego RPA pozostawało państwem mocno nastawionym na redystrybucję dochodu narodowego, z silną rolą sektora państwowego. Mbeki pozostawał również mniej skłonny do pojednania z białą mniejszością niż Nelson Mandela, forsując m.in. ocierającą się o dyskryminację akcję afirmatywną, kontrowersyjną reformę rolną, niezbyt pozytywnie odbieraną przez białych politykę historyczną (czego przejawem była m.in. zmiana nazwy stolicy Pretorii na Tshwane).

Po drugie radykalizm Zumy nie jest też aż tak daleko idący jak mogłoby się wydawać. Zrobił wiele by po dymisji Mbekiego zatrzymać w rządzie ministra finansów Trevora Manuela – najmocniej kojarzonego z liberalnymi reformami. Złagodził swą retorykę, wysyłając pojednawcze sygnały pod adresem biznesu i białych. Jego zamiłowanie do luksusu i światowego trybu życia również wskazuje, że egalitarystycznej ideologii nie traktuje zbyt poważnie.

Ostatnie miesiące przyniosły jednak inne ryzyko. Dotychczas totalnie dominujący w życiu politycznym kraju Afrykański Kongres Narodowy unikał zbyt ostentacyjnego nadużywania swej przewagi. Naciski na wymiar sprawiedliwości w czasie procesów Zumy, jak również podporządkowanie interesów państwa interesom partii – czego przejawem było obalenie prezydenta i wywołanie potężnego kryzysu politycznego tylko w celu ochrony Zumy – mogą stanowić precedens o dalekosiężnych skutkach.