Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Świat Afryka Rebelianci Nkundy wycofują się w geście dobrej woli

Rebelianci Nkundy wycofują się w geście dobrej woli

19 listopad 2008
A A A
Aby okazać dobrą wolę i chęć kompromisu zbuntowany generał Nkunda nakazał we wtorek swym rebeliantom częściowy odwrót na dwóch odcinkach frontu. Pokój w Demokratycznej Republice Kongo pozostaje jednak wciąż odległą kwestią. Po rozmowach z Olusegunem Obasanjo – byłym prezydentem Nigerii, a zarazem specjalnym wysłannikiem sekretarza generalnego ONZ ds. Kongo – Nkunda zaproponował we wtorek, że na północnym odcinku frontu jego oddziały wycofają się w dwóch miejscach na odległość 40 kilometrów. Powstałą w ten sposób strefę buforową w pobliżu miast Kanyabayonga i Kiwanja miałyby obsadzić „błękitne hełmy” ONZ.

Obserwatorzy donoszą, iż rebelianci rzeczywiście rozpoczęli częściowy odwrót. Wątpliwe jednak by znacząco wpłynęło to na sytuację w prowincji Północne Kivu. Rebelianci nadal oblegają np. stolice prowincji – Gomę.

Humanitarna katastrofa

Mimo obietnic rządu w Kinszasie zdemoralizowani i niezdyscyplinowani żołnierze armii rządowej wydają się być bardziej zainteresowani rabowaniem i gwałceniem bezbronnych cywilów niż walką z rebeliantami. W rejonie miast Kirumba i Kayna żołnierze wdali się wręcz w otwartą walkę z dotychczas prorządową milicją Mai-Mai, która wystąpiła w obronie napastowanych mieszkańców.

Wcześniej armia rządowa dopuściła się masowych rabunków i gwałtów w rejonie Kanyabayonga i w Gomie.

Nie tylko armia rządowa ma jednak na swym koncie zbrodnie popełnione na cywilach. W rejonie Kiwanja po pokonaniu prorządowej milicji Mai-Mai (złożonej głównie z członków plemion wrogich wobec ludu Tutsi, który stanowi zaplecze rebelii Nkundy) rebelianci rozpoczęli pacyfikację terenu. Według Human Rights Watch ludzie Nkundy zamordowali około 50 osób podejrzewanych o współpracę z Mai-Mai. Tysiące przerażonych ludzi schroniło się w bazie sił ONZ w Kiwaniji.Image

Wciąż krytyczna pozostaje sytuacja humanitarna na pogrążonych w konflikcie obszarach. Od końca sierpnia z rejonu walk uciekło blisko 250 tys. ludzi, którzy w niezmiernie ciężkich warunkach przebywają obecnie w obozach dla uchodźców lub ukrywają się w dżungli. Łącznie od jesieni 2007 roku blisko 1,2 miliona mieszkańców Kivu musiało opuścić swe domy. Woleli oni jednak wybrać wegetację w buszu lub obozach niż stać się ofiarą gwałtów i mordów jakich dopuszczają się wszystkie strony konfliktu.

W środę 44 lokalne wspólnoty (m.in. kościoły i organizacje kobiece) wystosowały apel do Rady Bezpieczeństwa ONZ, prosząc o przysłanie do Północnego Kivu europejskich wojsk, które wymusiły by pokój. „Zostaliśmy skazani na śmierć (...) porzuceni” piszą sygnatariusze, dodając iż skala popełnianych w prowincji okrucieństw jest bezprecedensowa. Piszą też, iż miejscowe społeczności utraciły zaufanie do sił pokojowych MONUC, które pozostają „bezsilne” i nie są w stanie skutecznie reagować na popełniane w Kivu zbrodnie.

Naprzeciw tym prośbą wychodzi częściowo zaprezentowany w poniedziałek francuski projekt rezolucji RB ONZ, który przewiduje wzmocnienie kontyngentu MONUC o 3 tysiące żołnierzy. Rada będzie debatować nad tym dokumentem w przyszłym tygodniu.

Krucjata Nkundy

Laurent Nkunda przez długi czas nie uznawał ani postanowień podpisanego w 2003 r. porozumienia pokojowego (kończącego wojnę domową w DR Kongo) ani wyników demokratycznych wyborów z czerwca 2006 r. Zbuntowany generał twierdził, że walczy w obronie swych rodaków Banyamulenge (kongijski odłam plemienia Tutsi), prześladowanych przez rząd w Kinszasie i wrogo nastawione miejscowe plemiona. Wraz z kilkutysięczną prywatną armią, złożoną z dobrze uzbrojonych i doświadczonych w boju rebeliantów atakuje każdego kto jego zdaniem zagraża interesom Tutsi – lub jego samego. Jego ofensywy kilka razy postawiły wschodnie Kongo na skraju kompletnego chaosu. Walki przerwał dopiero rozejm z 23 stycznia 2008 r.

Pod koniec sierpnia walki wybuchły z nową siłą, a rebelianci podjęli szeroko zakrojone działania w prowincjach Północne i Południowe Kivu. Zdaniem ONZ to Nkunda stoi za eskalacją przemocy, gdyż chce rozszerzyć obszar terytorium kontrolowanego przez swoich bojowników. On sam oskarża z kolei rząd o nie wywiązanie się z zapisów porozumienia, przewidujących rozprawę z ukrywającymi się w dżunglach wschodniego Konga rebeliantami z plemienia Hutu z sąsiedniej Rwandy. Zdaniem Nkundy prześladują oni kongijskich Banyamulenge, których on musi samodzielnie chronić.
Image
Laurent Nkunda (cc) flickr


Kilka tygodni temu Nkunda, który dotychczas ograniczał się wyłącznie do strzeżenia swej strefy wpływów w Północnym Kivu, zagroził, że rozpocznie otwartą wojnę przeciwko rządowi w Kinszasie. W wywiadzie dla BBC oświadczył, że jego celem jest odtąd „wyzwolenie mieszkańców Kongo”.

Na podstawie: news.bbc.co.uk, news24.com