Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Świat Afryka Regionowi Wielkich Jezior grozi kolejny wielki konflikt

Regionowi Wielkich Jezior grozi kolejny wielki konflikt

13 listopad 2008
A A A
Coraz więcej wskazuje, iż w konflikcie w kongijskiej prowincji Północne Kivu mogą brać udział żołnierze obcych państw - angolańscy po stronie armii rządowej i ruandyjscy po stronie rebeliantów. Pięć lat temu w wojnę domową w DR Kongo zaangażowanych było aż dziewięć państw. Kolejna wojna wisi nad Kongo?

Obecni w Północnym Kivu dziennikarze, żołnierze sił pokojowych ONZ czy miejscowa ludność coraz częściej donoszą, iż w szeregach zwaśnionych stron walczą obcokrajowcy. Po stronie armii rządowej mają to być żołnierze z Angoli i Zimbabwe, a po stronie rebeliantów zbuntowanego generała Nkundy – Ruandyjczycy. Anonimowi mieszkańcy Gomy (stolica prowincji) mówią, że w mieście obecni są żołnierze, którzy choć ubrani w kongijskie mundury mówią tylko po portugalsku. Z kolei o ruandyjskim wsparciu dla Nkundy pisał ostatnio Financial Times.
Image
Kongijska armia słabnie (cc) flickr


Obie strony zaciekle oskarżają przeciwników o korzystanie z obcej pomocy, lecz równie stanowczo zaprzeczają aby sami uzyskiwali takie wsparcie. Również Angola i Rwanda odrzucają oskarżenia o podsycanie kongijskiego konfliktu. Kigali sugeruje jedynie, iż być może byli żołnierze armii ruandyjskiej walczą jako najemnicy w szeregach Nkundy.

Rwanda (wraz z sąsiednimi Ugandą i Burundi) już dwukrotnie (w 1996 i 1998 roku) najechała Demokratyczną Republikę Kongo pod pretekstem zwalczania ukrywających się na pograniczu rodzimych rebeliantów z plemienia Hutu (wielu z nich to członkowie dawnej rwandyjskiej armii i bojówek „Interahamwe”, które podczas ludobójstwa z 1994 r. wymordowały blisko 800 tys. rwandyjskich Tutsi). W rzeczywistości celem było raczej osadzenie w Kinszasie życzliwego sobie rządu oraz grabież kongijskich bogactw naturalnych. W odpowiedzi po stronie legalnego rządu Kongo stanęła w 1998 r. koalicja sześciu afrykańskich państw, w której wiodącą rolę odgrywała Angola. Krwawy konflikt, który zakończył się oficjalnie dopiero w 2003 r. kosztował życie blisko 5 milionów ludzi.

Sukcesy rebeliantów

Tymczasem oddziały Nkundy zbliżają się do Kanyabayonga, gdzie mieści się skrzyżowanie najważniejszych dróg prowincji. Oddziały armii rządowej prawie nie stawiają im oporu. Jeżeli Kanyabayonga padnie to w ręce rebeliantów wpadnie jeden z dwóch najbardziej ważnych ze strategicznego punktu widzenia miast w Północnym Kivu. Wokół drugiego, oblężonej przez rebeliantów Gomy, panuje na razie spokój.

Kilka dni wcześniej Kanyabayonga doświadczyła orgii grabieży i gwałtów dokonywanych przez zdemoralizowanych i niezdyscyplinowanych żołnierzy kongijskiej armii rządowej. Władze w Kinszasie obiecały ukaranie sprawców.Image

Nie tylko armia rządowa ma jednak na swym koncie zbrodnie popełnione na cywilach. W rejonie Kiwanja po pokonaniu prorządowej milicji Mai-Mai (złożonej głównie z członków plemion wrogich wobec ludu Tutsi, który stanowi zaplecze rebelii Nkundy) rebelianci rozpoczęli pacyfikację terenu. Według Human Rights Watch ludzie Nkundy zamordowali około 50 osób podejrzewanych o współpracę z Mai-Mai. Tysiące przerażonych ludzi schroniło się w bazie sił ONZ w Kiwaniji.

Wciąż krytyczna pozostaje sytuacja humanitarna na pogrążonych w konflikcie obszarach. Od końca sierpnia z rejonu walk uciekło blisko 250 tys. ludzi, którzy w niezmiernie ciężkich warunkach przebywają obecnie w obozach dla uchodźców lub ukrywają się w dżungli. Łącznie od jesieni 2007 roku blisko 1,2 miliona mieszkańców Kivu musiało opuścić swe domy. Woleli oni jednak wybrać wegetację w buszu lub obozach niż stać się ofiarą gwałtów i mordów jakich dopuszczają się wszystkie strony konfliktu.

Krucjata Nkundy


Laurent Nkunda przez długi czas nie uznawał ani postanowień podpisanego w 2003 r. porozumienia pokojowego (kończącego wojnę domową w DR Kongo) ani wyników demokratycznych wyborów z czerwca 2006 r. Zbuntowany generał twierdził, że walczy w obronie swych rodaków Banyamulenge (kongijski odłam plemienia Tutsi), prześladowanych przez rząd w Kinszasie i wrogo nastawione miejscowe plemiona. Wraz z kilkutysięczną prywatną armią, złożoną z dobrze uzbrojonych i doświadczonych w boju rebeliantów atakuje każdego kto jego zdaniem zagraża interesom Tutsi – lub jego samego. Jego ofensywy kilka razy postawiły wschodnie Kongo na skraju kompletnego chaosu. Walki przerwał dopiero rozejm z 23 stycznia 2008 r.
Image
Laurent Nkunda (cc) flickr


Pod koniec sierpnia walki wybuchły z nową siłą, a rebelianci podjęli szeroko zakrojone działania w prowincjach Północne i Południowe Kivu. Zdaniem ONZ to Nkunda stoi za eskalacją przemocy, gdyż chce rozszerzyć obszar terytorium kontrolowanego przez swoich bojowników. On sam oskarża z kolei rząd o nie wywiązanie się z zapisów porozumienia, przewidujących rozprawę z ukrywającymi się w dżunglach wschodniego Konga rebeliantami z plemienia Hutu z sąsiedniej Rwandy. Zdaniem Nkundy prześladują oni kongijskich Banyamulenge, których on musi samodzielnie chronić.

Kilka tygodni temu Nkunda, który dotychczas ograniczał się wyłącznie do strzeżenia swej strefy wpływów w Północnym Kivu, zagroził, że rozpocznie otwartą wojnę przeciwko rządowi w Kinszasie. W wywiadzie dla BBC oświadczył, że jego celem jest odtąd „wyzwolenie mieszkańców Kongo”.

Na podstawie: news.bbc.co.uk, news24.com