Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Archiwum Warszawa-Kijów: równia pochyła

Warszawa-Kijów: równia pochyła


20 listopad 2008
A A A

Po początkowym wręcz „odcięciu się” od Ukrainy, by ratować relacje z Rosją, Donald Tusk przypomniał sobie, że za wschodnią granicą jest jeszcze jeden sąsiad – w deklaracjach politycznych nawet „strategiczny”.  W tym względzie prowadzenie polityki Tusk w większym stopniu pozostawił jednak prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, zadowalając się tym, w co musi się zaangażować rząd.

Wspólny optymizm…

W czasie rządów Donalda Tuska powstał Polsko-Ukraiński Komitet ds. Przygotowania i Przeprowadzenia Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej EURO 2012 – nazwa długa, bo i przed tym komitetem długa droga. Oznacza ona konieczność budowy stadionów, autostrad, przejść granicznych, bazy hotelowej, praktycznie - start z poziomu zerowego. Podpisano również umowę o współpracy przy organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej EURO 2012. Mimo ciągłych upomnień ze strony UEFA można więc odczuć powiew optymizmu. Po początkowym błądzeniu w kwestii koordynacji i przygotowań „razem, ale osobno”, udało się stworzyć wspólny organ, i to na poziomie szefów rządów, któremu ma przyświecać już inna idea – „dwa kraje, jedna drużyna”. Nie obyło się jednak bez niedociągnięć, chociażby w przypadku delegacji rządowej na konferencję przedstawicieli miast-gospodarzy Euro 2012 w kwietniu br. Polski rząd brak delegacji tłumaczył brakiem zaproszenia i informacji o tym wydarzeniu.  Nie świadczy to dobrze o wzajemnym przepływie informacji, zwłaszcza gdy strona ukraińska twierdzi, iż informacje takie przekazano. Należy mieć nadzieję, iż podobny incydent nie będzie mieć miejsca w przyszłości – Ukraina i tak okazuje w pewnych względach „anielską cierpliwość”.

Image
Polskiemu rządowi wyraźnie brak determinacji by rozwijać deklarowane partnerstwo strategiczne. Bardzo słaba trója
Jeśliby nie wziąć pod uwagę wspólnej organizacji EURO 2012, optymizm wyraźnie słabnie. Tusk opowiada się co prawda za europejskim kierunkiem Ukrainy, nie mówi jednak otwarcie o tym, czego Ukraina się wręcz domaga – o perspektywie członkostwa.  Proponuje się Partnerstwo Wschodnie, które ma prowadzić do zbliżania Ukrainy do struktur UE. Wyraźnie wskazuje się, iż nie jest to droga do członkostwa, chociaż jako „coś w zamian” również się tego nie uznaje. Jest to zwyczajnie polsko-szwedzki wewnątrzunijny produkt na podobieństwo Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, która może wnieść nową jakość, ale nie musi. Dla Ukrainy, która prowadzi z UE rozmowy na temat umowy stowarzyszeniowej, strefie wolnego handlu i reżimie bezwizowym, Partnerstwo Wschodnie - projekt, który przeciąga w czasie ostateczną deklarację o możliwości członkostwa - to już za mało. Stawianie Ukrainy na równi z innymi krajami, podczas gdy UE proponuje coś, czego nie ma żaden inny kraj sąsiedzki UE w regionie Europy Wschodniej, stanowi dla Ukrainy wyróżnienie.

Polska zawsze popierała europejskie aspiracje Ukrainy i zaspała pozostając na tym poziomie. O wiele więcej zaproponowała kanclerz Niemiec Angela Merkel, która zapowiedziała, iż nowa umowa może mieć charakter porozumienia „o członkostwie stowarzyszonym”. Dla Kijowa, chociaż nie oznacza to członkostwa, sama nazwa jest  już atrakcyjna. Można ją bowiem „sprzedać” społeczeństwu, co jest szczególnie ważne w czasie kryzysu politycznego i gospodarczego. Warszawa, która nie ma wystarczającej siły politycznej, by składać podobne deklaracje, wyraźnie przegrywa z krajem starej Unii. Ukrainie warto zaś szukać partnera (i przekonywać go do swoich racji) właśnie wśród tych krajów, gdyż są one bardziej sceptycznie nastawione na kolejne rozszerzenie, chociażby o Ukrainę. Fakt, iż również premier Szwecji Carl Bildt poparł integrację Ukrainy z UE, potwierdza, iż zainteresowanie naszym wschodnim sąsiadem rośnie.

I realizm…

Między Polską a Ukrainą nadal nie ma umowy o małym ruchu granicznym. Najpierw przeciągały się negocjacje międzyrządowe, później Komisja Europejska zgłosiła swoje zastrzeżenia. Rząd nie dopilnował by KE nie zgłaszała sprzeciwu wobec „szczególnego przypadku” rozszerzenia pasa granicznego z 30 do 50 km. Polsce nie udało się przeforsować tego zapisu, mimo, iż wcześniej KE zaakceptowała  podobne rozwiązanie w przypadku ukraińsko- węgierskim. Ostatecznie więc pas przygraniczny, mieszkańcy którego będą mogli przekraczać granicę bez wiz, został zawężony do 30 km. KE zakwestionowała także to, co było „kością niezgody” w czasie dwustronnych polsko- ukraińskich negocjacji, a mianowicie kwestię obowiązkowego posiadania przez Ukraińców ubezpieczenia zdrowotnego.

Ostatecznie, umowa ma szansę wejść w życie w końcu tego lub na początku przyszłego roku. Od czasu wejścia Polski do strefy Schengen minie wtedy rok. Jest to długi czas jeśli bierze się pod uwagę, iż rozmawiamy o krajach, które chcą rozwijać strategiczną współpracę, również regionalną. Dodatkowo, w ostatnim roku miały też miejsce blokady granicy. Strajkowali i polscy pogranicznicy i Ukraińcy, domagający się poprawy reżimu wydawania wiz. Chcąc nie chcąc, na Bugu powstała nowa granica, już nie tylko w postaci szlabanów, ale także granica mentalna.  

Opłata, jaką należy wnieść za obecnie wizę (schengeńską lub narodową) wynosi 35 euro i stanowi, jak na warunki ukraińskie, spory wydatek. Nie wspomina się chociażby o możliwości obniżenia tej opłaty. Dla przykładu, polski MSZ poinformował, iż od 1 listopada br. Białorusini będą płacić za wizy narodowe 20 euro. Ukraina ma co prawda szanse, by UE zniosła z nią obowiązek wizowy, ale jest to kwestia lat, a nie miesięcy.

Nie udało się również przeforsować nadania Ukrainie i Gruzji Planu Działań na Rzecz Członkostwa (ang. MAP) na kwietniowej konferencji w Bukareszcie. Tymczasem szanse na taki krok w grudniu, chociażby przez konflikt w Gruzji i niestabilność polityczną Ukrainy, są nikłe.

Zaprzepaszczona szansa?

„Rok 2008 będzie czasem najbardziej intensywnej współpracy dyplomatycznej” - są to słowa ukraińskiego prezydenta Wiktora Juszczenki, mające charakteryzować relacje z Polską. O ile przed szczytem w Bukareszcie faktycznie prowadzono ofensywę dyplomatyczną, po jej fiasku z perspektywy Polski i Ukrainy, zapał do wspólnych działań znacznie osłabł. Można wskazać, iż sama Ukraina poprzez niestabilność sytuacji  politycznej jest temu winna, jednak polskiemu rządowi wyraźnie brak determinacji by rozwijać deklarowane partnerstwo strategiczne. Niedługo może się okazać, iż jedynym projektem, którym Polska będzie prezentować „strategiczność” relacji będzie EURO 2012. A Ukrainie może zwyczajnie nie wystarczyć cierpliwości by próbować forsować inne projekty właśnie z Polską. Jeśli Ukraina znajdzie silniejsze wsparcie, Polska będzie partnerem tych inicjatyw praktycznie „dla zasady”.

Pozytywnie można odebrać fakt, iż w momencie kiedy na Ukrainie trwa kryzys polityczny z „przesłaniem od Unii” pojechał Donald Tusk - "To przesłanie jest następujące: Euro 2012, sytuacja na Kaukazie, przyszłość Partnerstwa Wschodniego, perspektywa rozszerzenia UE, a więc te cztery wielkie projekty wymagają stabilności politycznej w regionie, w każdym z naszych państw i w regionie". UE dystansuje się wobec Ukrainy niestabilnej, pogrążonej w chaosie kompetencyjnym i konfrontującej się z Rosją. W tym należy upatrywać szans Polski na konsekwentne reprezentowanie interesu Ukrainy i dopilnowanie, by złożone przez inne kraje deklaracje nie uległy rozmyciu. Polska musi wyjść wyraźnie naprzeciw potrzebom Ukrainy. Niezdecydowanie polityczne skazuje ją na zawieszenie pomiędzy dwoma silnymi organizmami – Rosją i UE. Jeśli już polski rząd chce patrzyć na relacje przez pryzmat jednego z nich, niech zamiast Rosji będzie to Unia, a Partnerstwo Wschodnie niech będzie dopełnieniem a nie alternatywą dla partnerstwa strategicznego z Ukrainą.