Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Polska Monika Paulina Żukowska: Azjatycki dreszczyk emocji

Monika Paulina Żukowska: Azjatycki dreszczyk emocji


08 grudzień 2008
A A A

Przyzwoitość nakazuje, by  wziąć Lecha Kaczyńskiego w obronę. Prezydencka wizyta w Azji nie była nieudana – była po prostu pechowa. O podróży Lecha Kaczyńskiego do Azji Wschodniej  zrobiło się głośno na długo przed jej rozpoczęciem, kiedy polska opinia publiczna zbulwersowana była faktem, że relacje polsko-koreańskie przedkłada on nad spotkanie z szefującym Unii Nicolasem Sarkozym. Krytykom zdawało się wówczas zapominać, że Sarkozy przyjeżdża, by uczestniczyć w obchodach 25. rocznicy uhonorowania Lecha Wałęsy Nagrodą Nobla oraz rozmawiać o pakiecie klimatycznym – a żadna z tych spraw nie jest domeną prezydenta. Przy gdańskim stole o unijnych limitach na emisję dwutlenku węgla z prezydentem Francji rozmawiali szefowie rządów państw, które do UE przystąpiły po 2004 r. Ponadto, program jednodniowej wizyty francuskiej głowy państwa i tak był napięty (na dwa kolejne dni przewidziano bowiem rozmowy w Berlinie i Londynie) więc spotkanie z Kaczyńskim ograniczyłoby się zapewne do kurtuazyjnego uścisku dłoni.

Kierunek azjatycki nie jest priorytetem polskiej polityki zagranicznej. Nie oznacza to jednak, że można go zaniedbywać. Podczas minionego tygodnia Lech Kaczyński spotkał się z najważniejszymi figurami tamtejszych scen politycznych, rozmawiał z prezydentami i szefami rządów. Oprócz ceremonialnej otoczki, jak noszenie kimon japońskich czy degustacja mongolskiego kumysu, polski prezydent poruszył też nieco bardziej konkretne tematy. Na pierwszy plan wysunęły się problemy współpracy gospodarczej i kryzysu światowego. W tym właśnie kontekście należy patrzeć na odwołane spotkanie z cesarzem Akihito, miało ono bowiem wymiar czysto prestiżowy. Na płaszczyźnie merytorycznej o wiele ważniejsza była wizyta u premiera Kraju Kwitnącej Wiśni, Taro Aso, która odbyła się zgodnie z planem. Podróż ta dała też możliwość podniesienia rangi rozmów poszczególnych członków delegacji, jak choćby szefa Sztabu Generalnego, przekonującego Mongołów do włączenia ich oddziałów w polskie struktury organizacyjne w Afganistanie.

Zastanawiająca jest sprawa międzylądowania w Astanie, podczas którego polski prezydent spotkał się z szefem kazachskiego gabinetu. Inicjatywa premiera Masimowa może być kolejnym sygnałem dla Unii Europejskiej ze strony państw centralnoazjatyckich. W polityce reżimów Azji Centralnej nie ma gestów bez znaczenia. Nieplanowane powitanie na lotnisku w kazachskiej stolicy polityka tak aktywnego w kontekście konfliktu gruzińskiego (nie zagłębiając się w tym miejscu w ocenę tej aktywności, niejednokrotnie zbyt emocjonalnej i krótkowzrocznej) i tak zaangażowanego w problematykę dywersyfikacji kierunków dostaw energii, jakim jest Lech Kaczyński, można odczytywać jako znak ponownego otwierania się na kontakty z UE.

Problemem, który uwidocznił się podczas azjatyckiej wyprawy pary prezydenckiej, jest stan techniczny polskiego sprzętu. Rządowy TU-154M odmówił współpracy na mongolskim lotnisku. Ostatecznie delegacja poleciała do Japonii samolotem wyczarterowanym od mongolskich linii lotniczych. Przypadek losowy – chciałoby się rzec. Należy jednak zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze - kompletny brak przygotowania na taką sytuację. Kilkudziesięcioletni rządowy Tupolew jest maszyną sprawną, jednak nie niezawodną, zwłaszcza na tak długim dystansie. Dlatego natychmiastową reakcją rządu była deklaracja o zakupie drugiego, nowego samolotu na potrzeby polskich władz. Nie sposób pominąć też  szumu medialnego, jaki powstał wokół tego incydentu. Lech Kaczyński ma na swym politycznym sumieniu wiele niedopatrzeń, jednak przypisywanie mu nadprzyrodzonych właściwości destrukcyjnych było moim zdaniem rażącym naruszeniem zasady dziennikarskiej bezstronności czy choćby zwykłego umiaru. Dziwi ograniczanie tygodniowej wizyty do komentarzy na temat oblodzonych skrzydeł czy „dreszczyku emocji” na koreańskiej granicy, przy jednoczesnej marginalizacji przekazu merytorycznego. Tymczasem ta właśnie awaria, problemy z pogorszeniem stanu zdrowia japońskiego monarchy czy późniejsze turbulencje podczas lotu do Seulu pokazały, że Lech Kaczyński jest człowiekiem jak każdy z nas. I, jak każdy z nas, może mieć pecha.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora.