|
Z Januszem Piechocińskim, posłem PSL, rozmawiają Maciej Konarski i Hubert Kozieł REKLAMA
Strona 1 z 3 Panie pośle, jakie pańskim zdaniem powinny być w najbliższych latach priorytety polskiej polityki zagranicznej ? To co jest naturalne w polityce, a więc polityka zagraniczna musi służyć państwu i jego celom. A celem jest umacnianie suwerenności i niepodległości państwa, wzrost gospodarczy, rozwijanie kontaktów poprzez poszerzanie kręgu przyjaciół i ograniczanie kręgu przeciwników, stabilizowanie dla rozwoju żywiołu polskiego w środku Europy, gdyż jesteśmy narodem doświadczonym historycznie i wiemy, że ziemia polska była stałym szlakiem różnego rodzaju najazdów. Utraciliśmy na długi okres niepodległe państwo, całe pokolenia musiały o nie walczyć i wiemy jaka to jest cena. Aby nasza rozmowa nie była teoretyczna prześledźmy jakie cele polskiej polityki zagranicznej zostały osiągnięte. Niepodległe i suwerenne państwo polskie po roku 1990 ma w obszarze polityki zagranicznej dużo sukcesów i właściwie główne cel strategiczne. Do tych celów strategicznych, które nie były przedmiotem większej debaty, sporu politycznego zaliczamy wejście do NATO, a wiec jedynego skutecznego obecnie systemu obronnego oraz wejście do Unii Europejskiej, a wiec zakotwiczenie w przestrzeni społeczno-polityczno-ekonomicznej, w której są nasze odwieczne, tysiącletnie aspiracje. Oczywiście można powiedzieć co do wejścia do UE, że nie możemy być zbyt dumni bo jest to najtańsze z punktu widzenia UE poszerzenie w historii. Ale kiedy te dwa strategiczne cele pominiemy jako już osiągnięte to patrząc na listę problemów stojących przed nami można powiedzieć, że w procesach globalizacyjnych i procesach integracji europejskiej pozycja Polski – jej skuteczność w realizowaniu celów polityki narodowej - gwałtownie spadła. To co jest słabością polskiej polityki, co zaczęło się w 1995 r. a więc z prezydenturą Aleksandra Kwaśniewskiego, to że z racji konstrukcji psychicznej tego prezydenta nie ma w Polsce pewnej platformy gdzie dyskutuje się ponad interesami partyjnymi o sprawach polskiej polityki zagranicznej, zwłaszcza w chwilach kryzysowych. Proszę zauważyć, że to się pojawiło również w tym roku. Mamy rząd, którego nie ma, mamy prezydenta którego również właściwie już nie mamy i bardzo poważne napięcia w Europie i nie ma miejsca w którym spotykają się ci, którzy mają przejąć władzę z tymi którzy tą władzę muszą oddać aby wypracować pewne mechanizmy. Polityka zagraniczna jest jak polityka inwestycyjna – wieloletnia. Nie dopracowaliśmy się instytucji, mechanizmów ponadpartyjnego dialogu. Jeżeli premier, którego właściwie już nie ma, niejaki Marek Belka jedzie żyrować budżet europejski stawiając przy okazji dopłaty bezpośrednie, to w sytuacji rychłego przesilenia politycznego nie może o takich sprawach decydować sam. My Polskie Stronnictwo Ludowe stawiamy przed nowym premierem i prezydentem postulat stworzenia pewnego konwentu złożonego z aktualnego i poprzednich marszałków sejmu i ministrów spraw zagranicznych, prezydentów i liderów 5-7 największych partii politycznych, który stanowiłby platformę wypracowywania pewnych ponad czasowych decyzji. W polityce zagranicznej przywództwa nie można bowiem kojarzyć jedynie z prezydentem, premierem czy marszałkiem sejmu, lecz szerzej. Jak pan ocenia dotychczasową politykę Polski na forum UE ? Po wejściu do UE nie za bardzo potrafimy się w niej odnaleźć. Ciągle zmieniają sięgam priorytety. Byliśmy postrzegani i słusznie w układzie Włochy, W. Brytania, Hiszpania, jako atlantycka wtyka również na tle obozu socjaldemokratycznego, która nie chce z Ameryką rywalizować, lecz z przyczyn ideowych i interesu politycznego chce z Ameryką ściśle współpracować i godzi się na amerykańskie przywództwo. Na to opcja socjaldemokratyczna Chiraca i Schrödera się nie godzi. Po wyborach w Hiszpanii ktoś z tej układanki wypadł. Były też jednak inne koncepcje. Budowaliśmy nasze członkostwo w UE na koncepcji Trójkąta Weimarskiego. Irak nas podzielił, prezydent Francji swoją arogancją wielokrotnie nas zaskoczył. Nie godzimy się na nadreprezentatywność francuską wynikającą tylko z zaszłości historycznych i to jest oczywiste. Trzecią koncepcją był trojkąt, a później czworokąt Wyszechradzki. W procesie negocjacji z UE okazało się jednak, że koncepcja ta rozpadła się. Zaczął się wyścig o to kto jest bliżej Unii co odbijało się często na niekorzyść krajów kandydackich. Polska polityka zagraniczna nie jest w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie kim my mamy być, czy głównym elementem bloku proatlantyckiego, czy budować oś Paryż-Berlin-Warszawa, Kiedy wchodziliśmy do UE dawaliśmy do zrozumienia, że Polska z racji potencjału, siły i usytuowania chce stanąć na czele tych 10 nowych państw członkowskich. Nie jesteśmy ani stabilnym rdzeniem europejskiego braterstwa z Ameryką, nie jesteśmy też partnerem dla wielkiej czwórki europejskiej, nie jesteśmy punktem na osi Berlin-Paryż, nie jesteśmy też liderem trójkąta Wyszehradzkiego, Ani nie jesteśmy liderem tych 10 krajów kandydujących. To co zadecydowało o jakości naszego członkostwa w Unii i o tym, że chcąc realizować nasze interesy w jej ramach nie mamy sojuszników. Pokazał to spór o Traktat Konstytucyjny i budżet europejski. Co gorsza nie zauważyliśmy, że w zależności od rozpatrywanej kwestii ci sojusznicy stale nam się zmieniają i za każdym razem musimy wypracowywać korzystny dla nas kompromis z innym partnerem. Zwracam uwagę na jedno, podczas w Kopenhadze połamała się solidarność krajów środkowo-europejskich. Okazało się, że cała wielka praca kolejnych ministrów i premierów, z różnych powodów poszła na marne.
|