Monika Paulina Żukowska: Tarcza w rozkroku
Po poprzednikach administracja Baracka Obamy odziedziczyła wielki projekt systemu obrony przeciwrakietowej. Projekt tym bardziej kłopotliwy, że realizacja tegoż nie jest Demokratom po drodze.
Oto Joe Biden, zastępca 44. Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, ogłasza podczas monachijskiej konferencji o bezpieczeństwie „nowy ton” w polityce zagranicznej swego kraju. Dla Europy oznacza to jedno – odejście od unilateralizmu, do jakiego przyzwyczaiła przez ostatnie osiem lat administracja republikańska. Dla Rosji – gotowość do złagodzenia stanowiska w kwestiach dotąd zapalnych.
Bez wątpienia jedną z takich spraw stało się rozmieszczenie w Polsce i Czechach elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej (NMD – National Missile Defense). Obiecując Rosjanom stałe konsultacje, Biden nie zajął jednoznacznego stanowiska, jakiego spodziewali się środkowoeuropejscy sojusznicy. Tarcza będzie, jeśli okaże się sprawna technicznie i uzasadniona ekonomicznie. W tej mierze pierwsze oficjalne wystąpienie przedstawiciela nowej władzy USA nie przyniosło więc oczekiwanego przełomu. Sam bowiem Obama ani razu nie zanegował sensu rozmieszczania instalacji – pod warunkiem, że jej komponenty „dobrze działają”.
Uchylając się od oceniania stanowiska ekipy Busha w sprawie rozmieszczenia poszczególnych instalacji Joe Biden powiedział w istocie więcej, niż zapewne chciał przyznać. Z jednej bowiem strony – tarcza jest projektem wysoce kontrowersyjnym z punktu widzenia nowych partnerów, jakich planuje pozyskać sztab Obamy. Nie można rozmawiać z Kremlem o współpracy globalnej, umieszczając tuż przy zachodniej granicy Federacji urządzeń, które Rosja uważa za element „nowego wyścigu zbrojeń” i przyczynek do „nowej zimnej wojny”. Sytuacja Amerykanów podczas spotkania w stolicy Bawarii była tym trudniejsza, że Kirgistan zdecydował o zamknięciu bazy na lotnisku Manas pod Biszkekiem. Tym samym odcięty został jeden z głównych szlaków zaopatrzenia amerykańskich oddziałów w Afganistanie. Decyzję tę Kurmanbek Bakijew, stojący na czele Kirgizji, ogłosił w Moskwie, nie powinny więc dziwić oskarżenia o naciskanie na Kirgizów, jakie posypały się pod adresem Kremla. Rosjanie jednak rozegrali tę partię do końca, proponując US Army skorzystanie z korytarza wiodącego przez własne terytorium. W rezultacie Waszyngton miał do wyboru trzy strategie: przyznać, że NMD nie podoba się Demokratom i zostanie zamknięty, co oznaczałoby pójście na rękę Rosji, a w kategoriach Realpolitik – ustawienie się w pozycji de facto słabszego partnera; zdecydowanie potwierdzić zainteresowanie projektem, co Moskwa z pewnością przedstawiłaby jako odrzucenie własnej dobrej woli (Afganistan); wreszcie – Joe Biden mógł wybrać opcję dającą się streścić słowami „rozmawiaj ze wszystkimi, nie obiecuj nikomu”. Tak też postąpił, dając Ameryce czas do namysłu. A jest się nad czym zastanawiać.
Demokraci wydaję się być bowiem tarczą przygnieceni. Ekipa Busha zostawiła po sobie nie tylko plany militarne, ale też porozumienia polityczne i umowy międzynarodowe. Poparcie dla tak kontrowersyjnego politycznie przedsięwzięcia, jakie udzieliły NMD Czechy i Polska, stawia Amerykanów w sytuacji co najmniej niezręcznej. Oba kraje są konsekwentnymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych i udzielają im wsparcia na forum międzynarodowym, w pewien sposób przyczyniając się do legitymizowania ich działań. Położenie geopolityczne czyni z obu narodów środkowoeuropejskich cennych rozmówców. Ponadto, poprzednia administracja przeprowadziła też intensywną kampanię dyplomatyczną na rzecz projektu NMD, przekonując doń część państw pierwotnie zdecydowanie przeciwnych instalacji. Koncepcję obrony przeciwrakietowej jako słuszną zaakceptował szczyt NATO w Bukareszcie, a w grudniu w Brukseli podtrzymano zgodę Sojuszu na budowę tarczy. Rację ma Sally McNamara z amerykańskiej Heritage Foundation mówiąc, że rezygnacja z projektu byłaby teraz dla Amerykanów dyplomatycznym strzałem w kolano.
Pozostaje zatem pytanie - co dalej z tarczą? Dotychczasowe deklaracje zaplecza Baracka Obamy zdają się potwierdzać, że odpowiedź na nie pozostaje niejasna nawet dla samych Amerykanów. Konfuzja dosięgła nawet instytucji zajmujących się obroną USA. „New York Times” opisuje alternatywne plany Pentagonu na wypadek wycofania się z Europy Środkowej. Pomysły te obejmują wykorzystanie wyrzutni umieszczonych na wodzie lub mobilnych obiektów naziemnych. Dlatego też, by nie drażnić niedawnych wrogów, a przyjaciół nie zawieść, Obama zdecyduje się na zawieszenie realizacji projektu w celu przeanalizowania jego skuteczności. Od amerykańskich oficjeli będziemy w dalszym ciągu słyszeć zapewnienia o zainteresowaniu tarczą (podobne deklaracje usłyszy zapewne w najbliższych dniach w Waszyngtonie szef czeskiej dyplomacji, Karel Schwarzenberger), pod warunkiem jej efektywności militarnej i ekonomicznej.
Ostatnie testy rakiet, które mają być wykorzystane w pomorskiej bazie, przeprowadzono w grudniu 2008 r. Zakończyły się one sukcesem – pocisk przechwytujący strącił wystrzeloną z Alaski rakietę. Nie zmienia to jednak faktu, że skuteczność systemu w przeprowadzonych dotychczas testach nieznacznie przekracza 50%. Dla demokratycznej administracji to z pewnością za mało. Dodatkowym czynnikiem wstrzymującym budowę baz pod Brdą i Redzikowem staje się światowy kryzys finansowy. Borykając się z problemami swojej gospodarki, Amerykanie, zwłaszcza pod wodzą o wiele bardziej skoncentrowanych na ekonomii Demokratów, będą mniej skłonni do finansowania wielkich przedsięwzięć wojskowych.
Ponownie mierząc się z pytaniem „co dalej?”, najwłaściwszą odpowiedzią wydaje się: „nic”. Nie mogąc jednoznacznie odrzucić projektu NMD, nie będąc zaś przekonanymi do jego realizacji, „ludzie Obamy” zdecydują się najprawdopodobniej na zamrożenie go z wyżej przytoczonych powodów. Sam prezydent pierwszą kadencję poświęci zapewne na budowanie nowego obrazu Ameryki, nie będącej już jedynym szeryfem świata, lecz otwartej na dialog i porozumienie. Pozostaje nam zatem czekać. Nie oznacza to jednak, że stronie polskiej wolno o tarczy zapomnieć. Warto systematycznie przypominać Amerykanom, do czego się zobowiązali, bez panicznych nacisków i dyplomatycznej histerii.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.


Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką