|
Dla Pekinu złamanie niezależności upartych i opierających się komunizmowi wyspiarzy stało się swoistą idee fixe. Zaczynając poważny konflikt z Tajwanem, ChRL więcej mogłaby jednak stracić niż zyskać. REKLAMA
Komunistyczna Partia Chin od lat prowadzi politykę przyłączania ziem utraconych w przeszłości. W ten sposób do Chin w 1997 roku wrócił Hong-Kong, a w 1999 roku Makau. Pekin nie rezygnuje także z Tajwanu. Proponuje wyspie połączenie na zasadzie „Jeden kraj, dwa systemy”. Oba kraje miałyby stanowić jedno państwo z oddzielnymi partiami oraz parlamentami, które musiałyby oddzielnie zaakceptować ważne decyzje. Prezydent byłby jednak wybierany przez parlament ChRL. Pomysł jest wysoce niepopularny na wyspie. Ogromna większość społeczeństwa (80 proc.), a także liczące się partie polityczne są jemu przeciwne. Obecne władze Tajwanu godzą się na zjednoczenie, ale pod warunkiem demokratyzacji mocarstwa. W najbliższym czasie nie zanosi się jednak na zmiany demokratyczne w ChRL.
Dla Pekinu złamanie niezależności upartych i opierających się komunizmowi wyspiarzy stało się swoistą idee fixe. Piętno rakiet i zbrojącej się armii komunistycznego olbrzyma po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej odciska się na każdej dziedzinie życia 23 milionów mieszkańców wyspy. Mimo to wątpliwe wydaje się twierdzenie, że Chiny odważą się na akcję zbrojną. Aby uzasadnić tę tezę warto zapoznać się z kilkoma faktami.
Obiektywne przyczyny
Tajwan nie ma szans na uzyskanie niezależności. Składają się na to m.in. geopolityczne uwarunkowania. Państwa, którego oficjalna nazwa brzmi Republika Chińska, nie uznaje nie tylko ChRL, ale także USA czy kraje europejskie. Na Starym Kontynencie jedynie Państwo Kościelne jest w stanie zaakceptować podmiotowość międzynarodową Tajpej, ale i to może się niedługo skończyć, gdyż Benedykt XVI pragnie uregulować stosunki z ChRL. Tajwan uznaje tylko ponad 20 małych i raczej biednych krajów, głównie w Afryce, Oceanii i Ameryce Środkowej. W ramach „dolarowej dyplomacji” dostają za to pieniądze.
Pekin nie ma więc potrzeby przeprowadzać ataku na wyspę. Nie chodzi również o strach przed Ameryką. Stany Zjednoczone oraz Tajwan łączy sojusz militarny. Wyspa ma bardzo duże znaczenie strategiczne dla światowego mocarstwa - Cieśnina Tajwańska to „droga” do Japonii, innego sojusznika w regionie. Niemniej zarówno Ameryka, jak i ChRL nie mają żadnego interesu w doprowadzeniu do wzajemnej wojny. Amerykańscy i chińscy biznesmeni prowadzą wspólne interesy. Amerykanie inwestują w Chinach, ChRL jest największym amerykańskim pożyczkodawcą!
Pragmatyzm przede wszystkim
Zaczynając poważny konflikt z Formozą, Pekin więcej mógłby stracić niż zyskać. Bilans takiego starcia to różnego typu blokady czy embarga - a to dla chińskiej gospodarki (włączonej w krwiobieg globalnej ekonomii) zabójstwo. Państwo, w którym najniższa miesięczna pensja wynosi 15 złotych, nie zaryzykuje konfliktu, który przyniesie straty. Kierownictwo KPCh to pragmatycy, nie zaś nastawieni ideologicznie do świata zewnętrznego politycy. Widać to dobitnie na przykładzie współpracy gospodarczej z „niepokorną wyspą”.
Tajwan to dla Pekinu nie tylko zbuntowana prowincja, ale też - a może przede wszystkim - inwestor i dostarczyciel kapitału. W ostatnich czterech latach inwestycje tajwańskich firm w Chinach wyniosły ponad 70 mld dolarów. Mówiąc bardziej obrazowo - Chiny, które mają 600 rakiet wycelowanych w Tajwan, które wciąż mu grożą i skutecznie izolują na arenie międzynarodowej, w ubiegłych latach otrzymały 54 proc. ogólnej sumy inwestycji zagranicznych tego kraju.
W Chinach interesy robią najwięksi tajwańscy biznesmeni, nierzadko do spółki z pociotkami prominentów partii komunistycznej. Na stałe po drugiej stronie cieśniny mieszka milion Tajwańczyków - biznesmenów i pracowników firm - a kolejne dwa miliony podróżują między Chinami a Tajwanem. Dodajmy do tego ich rodziny, a okaże się, że ok. 30 proc. ludności Tajwanu pracuje w Chinach. Na tej współpracy korzysta też Tajwan: 80 proc. tamtejszych firm komputerowych przeniosło już swoje zakłady produkcyjne z wyspy do Chin, gdzie koszty pracy są niższe. Firma komputerowa Acer ma już 18 biur handlowych w Chinach i zarabia tam pół miliarda dolarów rocznie.
Konflikt z Tajwanem nikomu nie wyszedłby na dobre. Zagroziłby stworzonej bilateralnej siatce powiązań ekonomicznych oraz koniunkturze gospodarczej na całym świecie. - Rakiety z kontynentu są w stanie uderzyć w Tajpej w sześć minut. Ale wiadomości o konflikcie uderzą w giełdę w Szanghaju w dwie minuty - mówi dr Alexander Huang, tajwański ekspert ds. Chin, b. wiceminister ds. kontynentalnych.
Dla dobra wszystkich
Zdają sobie z tego sprawę obie strony. Znakiem zrozumienia sytuacji jest widoczna „odwilż” między teoretycznie skonfliktowanymi państwami. Przejawia się ona na przykład porozumieniem dotyczącym bezpośredniego połączenia morskiego. Otóż, od niedawna chińskie frachtowce wyruszają w regularne rejsy z portu Tianjin do tajwańskiego portu Kaohsiung. To samo tyczy się połączeń lotniczych. Czarterowe samoloty nie muszą już lądować w Hongkongu, bo mogą latać skróconymi, bezpośrednimi trasami. „Odwilż” między Pekinem i Tajpej nabrała realnego wymiaru w maju 2008 roku. Wówczas prezydentem Tajwanu został otwarty na kontakty z kontynentalnymi Chinami Ma Ying-jeou, a oba państwa podpisały wiele porozumień dotyczących turystyki i biznesu.
Nowy przywódca Tajwanu wskazuje na potrzebę pragmatyzmu we wzajemnych stosunkach, potępiając osiem lat rządów Chen Shui-biana, opartych na działaniach konfrontacyjnych. Taka postawa zdaje się odpowiadać decydentom z Pekinu, co widać na przykładzie ostatnich umów z Tajpej. Otóż, co 6 miesięcy spotykać się mają przedstawiciele półoficjalnych organizacji reprezentujących kontynentalne Chiny i Tajwan. Podczas negocjacji poruszane mają być głównie tematy dotyczące handlu. Reasumując należy stwierdzić, że polityka Tajwanu będzie zmierzała w kierunku większego otwarcia na Chiny. Państwo Środka się zmienia i różnice między kontynentem a wyspą będą się zacierać. Umocnienie więzów gospodarczych per saldo przyczyni się do pokojowego rozwiązania konfliktu między Chinami a Tajwanem. Wojna po prostu przestanie się opłacać. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora. |