|
Trzy lata po zakończeniu krwawej wojny domowej i rozpoczęciu reform demokratycznych sytuacja w środkowoafrykańskim Burundi ponownie się pogarsza. Złożony z byłych rebeliantów rząd dryfuje wyraźnie w stronę autorytaryzmu, naruszając standardy demokratyczne i prawa człowieka. Raport niezależnej International Crisis Group alarmuje, że taka polityka może doprowadzić na dłuższą metę do wznowienia konfliktu. REKLAMA
Rozdarty kraj
Niewielkie Burundi od momentu uzyskania niepodległości było rozdzierane przez konflikt etniczny pomiędzy rządzącą mniejszością z plemienia Tutsi a ciemiężoną większością plemienia Hutu. W 1993 r. po tym jak podczas wojskowego zamachu stanu spadochroniarze Tutsi zamordowali pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Burundi - Melchiora Ndadaye wywodzącego Hutu - kraj ogarnęła wojna domowa. Blisko konflikt przyniósł śmierć ok. 300 tys. ludzi i kompletnie zrujnował państwo. Walki ucichły dopiero w listopadzie 2003 r. gdy główne ugrupowania Hutu podpisały porozumienie pokojowe z rządem Tutsich.
W wyniku procesu pokojowego rozpoczęła się powolny proces demokratyzacji i pojednania. W lipcu 2005 r. odbyły się pierwsze od 1993 r. wolne wybory parlamentarne, w których zwyciężyła koalicja „Sił Na Rzecz Obrony Demokracji” (FDD), skupiająca większość dawnych rebeliantów z plemienia Hutu. Wedle obserwatorów z zagranicy wybory były uczciwe i przebiegły w spokojnej atmosferze. W sierpniu. parlament wybrał natomiast na stanowisko prezydenta przywódcę FDD Pierre'a Nkurunziza.
Cios urzędowemu optymizmowi zadaje jednak opublikowany 30 listopada raport niezależnej organizacji International Crisis Group – think-thanku zajmującego się badaniem kryzysów i doradztwem przy ich rozwiązywaniu.
Dryf w stronę autorytaryzmu
Raport ICC wskazuje, że sytuacja w Burundi zmierza w coraz gorszym kierunku. Rząd Nkurunzizy wykorzystuje bowiem struktury państwowe do zwalczania polityków opozycji i niechętnych dziennikarzy. Dla przykładu w październiku 2005 r. w miejscowości Kinama agenci służb bezpieczeństwa pod pretekstem poszukiwania rebeliantów aresztowali kilkudziesięciu sympatyków opozycyjnej partii FRODEBU, z których część poddano torturom. Miejscowi twierdzili później, że była to zemsta za to, że we wrześniowych wyborach samorządowych w Kinama zwyciężyło właśnie FRODEBU. W kwietniu 2006 roku policja zatrzymała z kolei ok. 20 dziennikarzy, z których część pobito. Ich winą było przybycie na konferencję prasową jednego z polityków, który oskarżył rządzącą partię o korupcję. W czerwcu 2006 roku z kolei, aresztowano Aloysa Kaburę – dziennikarza agencji ABP znanego z krytycznego stosunku wobec władz.
Najgłośniejszym echem odbiło się jednak aresztowanie w lipcu 2006 r. ośmiu polityków opozycji – w tym byłego prezydenta Domitiena Ndayizeye, których oskarżono o przygotowywanie zamachu stanu. Kilku aresztowanych poddano torturom.
Raporty donoszą też o rosnącej korupcji i uwłaszczaniu się polityków FDD w państwowych spółkach.
Napięcie etniczne nie spada
Dość powoli postępuje też proces pojednania pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu. Porozumienia pokojowe przewidywały, że bojownicy Hutu zostaną wcieleni w skład rządowej armii, w której mieli odtąd zajmować 40 procent stanowisk dowódczych. Zagwarantowano im też 35 procent wyższych stanowisk w szeregach policji. Oficerowie wywodzący się z Tutsi sabotują jednak przyjmowanie Hutu w szeregi armii.
Wzrost napięcia spowodowała zwłaszcza wspomniana wyżej sprawa domniemanego puczu. Choć spośród ośmiu aresztowanych polityków, tylko trzech wywodziło się z Tutsi to jednak tylko oni zostali poddani torturom co wywołało wielkie oburzenie ich rodaków.
Z drugiej strony warto jednak zauważyć, że FDD zaczyna przyciągać w swoje szeregi Tutsi przez co staje się partią powszechną, a nie wyłącznie reprezentantem Hutu. W takiej postaci łatwiej będzie jej zmonopolizować władzę.
Burundi trapią poza tym bardziej przyziemne problemy. Po latach wojny domowej ludzie przywykli do przemocy. Wielu byłych rebeliantów lub rządowych bojówkarzy nie potrafiło znaleźć sobie miejsca w społeczeństwie i przeszło od walki zbrojnej do zwykłego bandytyzmu. Sytuację pogarsza fakt, że w czasie wojny rząd i rebelianci hojnie rozdawali broń swym sympatykom. W kraju szaleje więc przestępczość, powszechne są rabunki, napady z bronią w reku, a nawet gwałty i morderstwa. Poza tym sytuacja gospodarcza kraju jest bardzo trudna i nawet z międzynarodową pomocą potrzebuje on jeszcze wielu lat by stanąć na nogi. Problemy jakie występują w odbudowującym się po wojnie kraju można by zresztą wyliczać w nieskończoność.
Na podstawie: www.allafrica.com, http://www.crisisgroup.org
|