|
Pamiętne wydarzenia z 11 września 2001 roku sprawiły, że problem terroryzmu stał się jednym z pierwszoplanowych zagadnień we współczesnych stosunkach międzynarodowych. Nikt nie zaprzeczy bowiem, że terroryzm jest obecnie jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa państw i ich obywateli. Wydarzenia z 11 września sprawiły jednak, że bardzo łatwo stracić z oczu wieloaspektowość tego zjawiska. Brodate oblicze Osamy bin Ladena i walące się wieże Twin Towers stały się symbolami terroryzmu, stąd opinia publiczna najchętniej wiąże go od tej pory z islamskim fundamentalizmem różnej maści. REKLAMA
Strona 1 z 6 Terroryzm posiada tymczasem różne oblicza. Jednym z nich, jest zjawisko tak zwanego „terroryzmu jednej sprawy” [1] (ang. „Single issue terrorism”). Choć „terroryzm jednej sprawy” nie jest szczególnie dolegliwy (zwłaszcza w porównaniu z działaniami Al Kaidy), to jednak z tą formą terroryzmu mieszkańcy bogatego Zachodu mieli okazję stykać się wyjątkowo często. Stąd warto poświęcić jej odrobinę uwagi. „Terroryzm jednej sprawy” – geneza i próba definicji „Terroryzm jednej sprawy” można zdefiniować jako działalność terrorystyczną poświęconą jednemu, konkretnemu postulatowi. Innymi słowy jest to ekstremistyczna działalność rozmaitych grup czy ruchów społecznych, próbujących w radykalny sposób (dopuszczający zastosowanie przemocy) rozwiązać jakiś konkretny i niezwykle istotny w ich przekonaniu problem społeczny, „palącą sprawę” [2]. Ów problem nie dotyczy raczej spraw ogólnych i typowo politycznych, lecz pewnych wycinkowych, ściśle określonych zjawisk społecznych. Współcześnie do „terroryzmu jednej sprawy” zalicza się zazwyczaj ekstremizm pro-środowiskowy, animalistyczny oraz antyaborcyjny [3]. Prekursorów „terroryzmu jednej sprawy” można szukać już w XIX wieku. Nie stroniące od przemocy działania na rzecz rozwiązania konkretnej „palącej sprawy” podejmowali przecież ludyści oraz skrajne frakcje ruchu sufrażystek. Właściwy „Single issue terrorism” rozwinął się jednak w drugiej połowie ubiegłego wieku. Był on rezultatem postępującej radykalizacji skrajnych skrzydeł trzech nowych ruchów społecznych: ruchu obrońców życia, ruchu obrońców praw zwierząt i ruchu obrońców środowiska naturalnego. Jak słusznie zauważa Toby Dodge (czołowy ekspert Londyńskiego Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych): „Większość grup walczących w imię jednej sprawy zakorzeniona jest w ruchach o demokratycznym charakterze. Do taktyk opartych na przemocy odwołują się one tylko wtedy, gdy dochodzą do przekonania, iż sprawa, której służą jest zbyt pilna, jak na tradycyjne działania, wywołujące raczej wolne przemiany. Zasadniczym celem aktywistów jest rozgłos i zmiany w prawie. Koncentrując się na tej jednej kwestii, grupy te ignorują zazwyczaj szersze efekty swojej działalności. Wierzą, iż popełniane przez nie akty przemocy są usprawiedliwione mocą moralnej wyższości ich punktu widzenia względem światopoglądów odmiennych” [4]. Warto przy tym zauważyć, że „terroryzm jednej sprawy” występuje jedynie w państwach bogatego Zachodu, a w zasadzie – niemal wyłącznie w krajach anglosaskich.
|