|
Łukasz Michalski
|
|
29.03.2007. |
|
Po jednej stronie bawarski minister środowiska Werner Schnappauf (CSU), po drugiej włoski minister środowiska Alfonso Pecoraro Scanio, a pomiędzy nimi miś Bruno. Nie piszę tu bynajmniej o symbolicznym zdjęciu z niedźwiadkiem, a o konflikcie dyplomatycznym, który rozgorzał po zastrzeleniu dziewięć miesięcy temu na terenie Bawarii, pochodzącego z Trydentu, niedźwiedzia Bruna. Spór nie dotyczy samego faktu zastrzelenia zwierzęcia, ale odmówienia przez Schnappauf'a wydania ciała zabitego zwierzęcia Włochom. REKLAMA
Bruno był pierwszym od 170 lat niedźwiedziem brunatnym, który pojawił się na terenie Niemiec. Niedźwiedź, który dotarł na teren Bawarii, zaczął porywać owce oraz niepokoić turystów. Zakończyło to się ostatecznie- mimo licznych protestów organizacji obrony zwierząt- zastrzeleniem niedźwiedzia przez bawarskich myśliwych.
Konfliktu między Schnappauf'em oraz Scanio nie byłoby zapewne, gdyby zastrzelony miś trafił do Włochów. Ale bawarski minister, wyrażając zrozumienie dla uczuć Włochów, postanowił jednak spreparować niedźwiedzia, a następnie wystawić go w charakterze eksponatu w monachijskim muzeum przyrodniczym- podkreślając tym samym, że "podobne uczucia żywią do zwierzęcia Bawarczycy".
W rozwiązanie konfliktu włączyło się niemieckie ministerstwo środowiska, które nie akceptuje niesubordynacji bawarskiego resortu środowiska. Centralne władze w Berlinie są za oddaniem zastrzelonego niedźwiedzia, chcąc tym samym zademonstrować przyjazne nastawienie do Włoch w czasie niemieckiego przewodnictwa w Unii Europejskiej. |
|
|