Magdalena Górnicka: Irańska łamigłówka Obamy
Mimo wszystko – Obama ciągle cieszy się ogromną popularnością na świecie. W polityce wewnętrznej być może trochę podpadł, ale za granicą cały czas patrzą na 44. prezydenta USA przez pryzmat jego poprzednika, co automatycznie dodaje Obamie punktów. On sam zresztą też nie omieszkał mocno zdystansować się od działań swoich poprzedników. Na forum ONZ zastosował tę samą taktykę, która w znacznej mierze przyczyniła się do jego zwycięstwa w wyborach: pokazał, że jest anty-Bushem.Dla wielu liderów państw ONZ, na tegorocznej sesji najważniejszym wydarzeniem był uścisk dłoni i wspólne zdjęcie z amerykańskim prezydentem. Przykładowo: Departament Stanu zamieścił na swoich stronach indywidualne (!) zdjęcia poszczególnych głów państw z amerykańską parą prezydencką.
Łącznie: 134 – jak widać, nie wszyscy zdążyli się załapać na sesję. Nie tę Zgromadzenia Ogólnego, ale zdjęciową.
Słowa wygłoszone przez Baracka Obamę w siedzibie ONZ były mową idealisty przekonanego o tym, że świat można naprawić tylko wspólnymi siłami. Ale nie był to idealizm fantasty, lecz idealizm pragmatyka, chcący idee realizować, a nie tylko o nich opowiadać. Odmieniał słowo <multilateralizm> przez wszystkie przypadki, po części nawiązując do dyplomacji z czasów Billa Clintona, gdy USA były jedynym supermocarstwem, ale działającym przede wszystkim w koalicjach, nie obnoszącym się ze swoją potęgą. Tego typu podejście do stosunków międzynarodowych reprezentuje dzisiaj Hillary Clinton, która za główny atut Stanów Zjednoczonych uważa ich „smart power”.
Barack Obama chyba już wie jak uderzyć. Takim uderzeniem było ujawnienie drugiego irańskiego ośrodka wzbogacania uranu.
Widać w tym momencie strategiczny kunszt Obamy: rezygnujemy z tarczy - Iran traci czujność – Rosja przestaje się dąsać (zyskujemy sojusznika w sprawie Iranu) – wracamy do Iranu wtedy, gdy wszyscy się tego jak najmniej spodziewają.
Tak postąpił prezydent USA, ogłaszając, że irańskie władze od kilku lat rozwijają program jądrowy w dodatkowym, tajnym ośrodku. Dodatkowo, przez wtajemniczenie sojuszników, przed publicznym podaniem tego faktu do wiadomości publicznej, Barack Obama buduje zaufanie u przywódców innych państw.
W ten sposób sekwencja działań rodem z podręcznika Morgenthaua (interes narodowy jako kategoria obiektywna!) prowadzi do konkluzji idealistycznych lub jest tłumaczona w duchu idealizmu. W klasyce myśli realistycznej znajdziemy zakaz formułowania uniwersalnych prawd i to także często podkreśla Barack Obama, dając prawo innym państwom do bycia różnymi. Dlatego deklaruje gotowość na negocjacje, nawet bez warunków wstępnych.
Odwołując się do tego porozumienia, niektórzy komentatorzy nazwali przemówienie Obamy na forum ONZ „postamerykańskim”.
Przypomnijmy sobie, co napisał Fareed Zakaria w „Post-American World”: wzrost innych państw, zwłaszczcza Chin czy Indii, jest nieuchronny i Stany Zjednoczone nie powinny wdawać się w bezsensowną walkę o „prymat nad światem”. Siłą Ameryki – poza niewątpliwą siłą militarną, pozostaje jej wpływ kulturowy i polityczny, rozprzestrzeniający się (spill-over) w skali globalnej, dający USA pewien punkt odwołania w stosunkach z określonymi krajami. Zakaria ma na to jedną receptę; „Bądź Bismarckiem, a nie Brytanią”: angażuj wszystkich, nie zwalczaj bezwzględnie potencjalnych konkurentów.
W ten właśnie sposób: stosując podwójną optykę do prowadzenia polityki zagranicznej, Barack Obama podjął decyzję o ujawnieniu tajnego ośrodka Iranu. To, co w pierwszym momencie wydawało się nielogiczne, ma swoje głębokie uzasadnienie:
W końcu Barack Obama jasno chyba dał do zrozumienia, że USA chętnie współpracowałyby z Iranem - dla dobra całej społeczności międzynarodowej, bez niepotrzebnych odwołań do „imperium” czy „osi zła”. Ale jeśli „łagodna mowa” nie działa, trzeba sięgnąć po kij – ale z międzynarodowym atestem bezpieczeństwa, by samemu sobie krzywdy nie zrobić.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje