Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Nowe spojrzenie na koncepcję Trójmorza
Kogo obchodzi Mahmud Abbas?
Unijna strategia wodorowa w 2021 roku
Europejski Zielony Ład – sposób na post-covidowy krysys?

Reklama

Strefa wiedzy

Kongres zablokuje plan Obamy?


11 grudzień 2008
A A A
W obliczu coraz bardziej realnej recesji, nowo wybrany prezydent USA planuje stworzenie ogromnego programu, który uzdrowić ma pogrążoną w kryzysie amerykańską gospodarkę. Niestety sceptycyzm wobec tej idei panuje nawet w szeregach jego partii.

W obliczu coraz mniej optymistycznych doniesień z amerykańskiego rynku finansowego, prezydent-elekt przedstawił ideę niezwykle kosztownego pakietu inwestycji, który przywrócić ma gospodarkę Stanów Zjednoczonych do stanu z okresu jej dawnej świetności.

- Potrzebujemy czynów. Potrzebujemy ich natychmiast - mówił w sobotę Obama w rozmowie przeprowadzonej dla jednej z amerykańskich stacji radiowych.

Po raz kolejny jednak prezydent-elekt nie podał żadnych konkretnych danych, które mogłyby stanowić podstawę zaproponowanego przez niego rozwiązania. Amerykańskie media szacują jednak, że minimalny koszt planowanego przez Obamę pakietu to 150 miliardów dolarów. Nancy Pelosi, rzecznik Izby Reprezentantów USA, wspomniała natomiast o kwocie 400-500 miliardów dolarów, które miałyby zostać przeznaczone na projekt Demokratów.

Barack Obama doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że nic tak nie niepokoi Amerykanów, jak kryzys gospodarczy. Dlatego właśnie, od kilku tygodni jego najbliżsi doradcy współpracują z Kongresem, gorączkowo szukając rozwiązania coraz poważniejszych problemów finansowych amerykańskiej potęgi. 21 stycznia 2009 roku, dzień po zaprzysiężeniu Baracka Obamy na prezydenta, stworzony przez Demokratów projekt najprawdopodobniej wejdzie w życie.

Nowo wybrany prezydent Stanów Zjednoczonych, w przeciwieństwie do jego pogrążonych w powyborczej euforii zwolenników, nie ma złudzeń co do cudotwórczej mocy zaproponowanego pakietu finansowego. W obliczu nadchodzącej recesji prezydent-elekt otwarcie mówi, iż w najbliższym czasie amerykańscy obywatele powinni przygotować się na ciężkie czasy na rynku finansowym.

Eksperci analizujący projekt Demokratów przyznają, iż tego typu rozwiązania sprawdzają się przede wszystkim w perspektywie długofalowej. Nie należy jednak oczekiwać ich efektów w najbliższej przyszłości.

Tę niezwykle trudną sytuację komplikuje dodatkowo stanowisko Republikanów. Już w Senacie mogą oni zablokować opracowany przez Demokratów pakiet. Są oni bowiem przekonani, iż zaproponowane rozwiązanie poprowadzi Amerykę w złym kierunku, potęgując jedynie skalę jej problemów. Należy przypomnieć jednak, że już prezydent George W. Bush intensywnie zajmował się ideą programów, które mogłyby ponownie napędzić amerykańską koniunkturę. Udało mu się wtedy przekonać do nich nawet pewną część kongresmenów.

Zadanie przed jakim stanął teraz Barack Obama może się jednak okazać dużo trudniejsze niż to, z którym musieli poradzić sobie jego poprzednicy. Sceptycyzm Republikanów dodatkowo potęgują wypowiedzi ekspertów, którzy uważają, iż pakiet Obamy nie ma szans powodzenia w obecnych warunkach panujących w USA.

- Im więcej pieniędzy zostanie wydane, tym dłużej będzie to trwało - komentował John Cogan z Uniwersytetu Stantort.