Sto pięćdziesiąt lat temu prezydentem Stanów Zjednoczonych był niejaki Franklin Pierce. Przed nim w Białym Domu zasiadał Millard Filmore. Praktycznie nikt ich nie pamięta. Tak to już czasem bywa że o pewnych politykach się zapomina a inni pojawiają się w podręcznikach. Nie zawsze jest to ich wina lub zasługą.
W ostatni czwartek, prezydent Syrii Baszar Assad, przyznał obywatelstwo tysiącom Kurdów, traktowanym do tej pory, jako bezpaństwowcy. Jest to pośredni wynik antyrządowych protestów. Kurdowie wprawdzie do tej pory nie uczestniczyli w nich zbyt aktywnie, to jednak cały czas stanowią potencjalne, śmiertelne zagrożenie dla osłabionego reżimu.
Pomimo iż Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan z zadowoleniem przyjmuje zmiany, jakie aktualnie dokonują się na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej, to jednocześnie na własnym podwórku, na wszelki wypadek, minimalizuje problemy z własną mniejszością kurdyjską.
Gdyby Libanowi udało się odnowić swój wizerunek i ukazać się jako państwo, w którym wyznawcy wielu religii są w stanie się zjednoczyć, mógłby to być poważny krok na drodze do stabilizacji regionu.
