Uczestnictwo w gabinecie rządowym pod kierunkiem Netanjahu, może zakończyć dla ugrupowań koalicyjnych polityczną śmiercią samobójczą. Na pierwszy "odstrzał” pójdzie najpewniej Partia Pracy.
Turnee dyplomatyczne Baracka Obamy dowodzi, że USA ani nie uciekną, ani nie zostaną odepchnięte od roli głównego rozgrywającego w stosunkach międzynarodowych.
Od pewnego czasu w różnych regionach Europy giną oponenci prezydenta Czeczenii. Mimo braku niezbitych dowodów, dla wszystkich jest jasne, kto za tym stoi.
Gdy trwa kryzys, lewica musi proponować rozwiązania korzystne dla pracowników. Czyli działać inaczej, niż to robią kapitalistyczne rządy.
Prezydent Barack Obama stoi przed podwójnym kłopotem. Zagrożeniem dla stabilności Bliskiego Wschodu może być nie tylko podejrzewany o chęć wyprodukowania broni atomowej Iran, ale także tracący nerwy Izrael.
Barack Obama i Dmitrij Miedwiediew zgodnie zadeklarowali, że ich wspólnym celem jest świat wolny od broni nuklearnej. Gdy USA i Rosja już się nawzajem rozbroją, gołe i wesołe staną przed Iranem i Koreą Północną i zaproszą do klubu państw miłujących pokój.
Świat oburzony jest brutalnością ofensywy na Strefę Gazy i zachowaniem izraelskich żołnierzy. W wiadomościach nie przeczytamy jednak o tym, co tak naprawdę zamienia tych młodych ludzi w zabójców. I to nie tylko w armii Izraela.
Za zawieszeniem broni nigdy nie pójdzie długotrwały pokój, jeśli nie zastąpi się polityki nienawiści polityką pojednania, na co najwyraźniej nie ma ochoty ani Hamas, ani izraelska prawica.
Pod koniec marca protesty zwolenników Thaksina Shinawatry osiągnęły niespotykane rozmiary. Były premier podgrzewa atmosferę, nie bacząc że jego ostatnie działania mogą zdestabilizować Tajlandię, w której liczba jego wyznawców równa jest liczbie przeciwników.
