Zgodnie z wynikami sondaży przedwyborczych i badań exit-poll wybory prezydenckie na Ukrainie wygrał Wiktor Janukowycz. Stało się to w pięć lat po pomarańczowej rewolucji, która odsunęła go od władzy i, jak się okazało, jedynie odłożyła w czasie jego prezydenturę.
Nadzwyczajne posiedzenie Rady Europejskiej, zwołane przez Hermana Van Rompuya na 11 lutego, miało służyć spokojnej dyskusji nad kształtem przyszłej strategii wzrostu i zatrudnienia. Zamiast tego, Rada Europejska będzie musiała wzmocnić wiarygodność Unii w sprawie bardziej doraźnej i fundamentalnej, dotyczącej przyszłości wspólnej waluty euro.
Bezprecedensowy bałagan wywołany nieprzejrzystymi decyzjami Centralnej Komisji Wyborczej Ukrainy powoduje coraz poważniejsze obawy o to, czy organ ten poradzi sobie z przeprowadzeniem drugiej tury wyborów prezydenckich zaplanowanych na 7 stycznia, które z całą pewnością prowadzone będą w gorącej, pełnej napięć i wzajemnych oskarżeń atmosferze politycznej.
Działo się to wcale nie „dawno, dawno temu” i nie „za górami, za lasami”, ale dosłownie „za miedzą” – w sąsiedniej Ukrainie. Właściwie akcja jeszcze się toczy, ale już niedługo stanie się jasne, kto będzie nowym gospodarzem pałacu prezydenckiego.
Wynik pierwszej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie nie przyniósł wielkich niespodzianek. Zgodnie z oczekiwaniami i wynikami publikowanych sondaży przedwyborczych do drugiej tury przeszli: Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko.
