Przejęcie kontroli nad Kongresem Stanów Zjednoczonych przez Partię Demokratyczną jest wynikiem niepopularnej wojny z Iranem, a także efektem niepokoju Amerykanów o rosnące koszty życia. Amerykańskie media bez względu na podziały ideologiczne są zgodne, gdy analizują przyczyny przegranej Partii Republikańskiej pod przywództwem prezydenta Donalda Trumpa.
Po przeliczeniu większości głosów wiadomo już, że demokraci będą reprezentowani przez co najmniej 54 senatorów w liczącym 100 miejsc Senacie, a także przez 228 kongresmenów w 435-osobowej Izbie Reprezentantów. Mieszkańcy USA we wtorek wybierali także gubernatorów w trzydziestu sześciu stanach, a jak na razie w dwudziestu dwóch z nich zwyciężyli kandydaci Partii Demokratycznej.
Gospodarka, głupcze
Telewizja CNN w swojej analizie wyborów upatruje przegranej republikanów w sytuacji ekonomicznej Amerykanów. Wprawdzie najważniejsze wskaźniki na pierwszy rzut oka wyglądają korzystnie, bo bezrobocie jest niskie, konsumpcja utrzymuje się na stabilnym poziomie, a sztuczna inteligencja pobudziła gospodarkę, ale problemem stała się wysoka inflacja. Wyborcy zaś uznali ją między innymi za efekt wojny z Iranem, polityki celnej czy zbyt restrykcyjnej polityki imigracyjnej.
Zwłaszcza konflikt na Bliskim Wschodzie miał negatywny wpływ na ceny. Ropa naftowa podrożała do poziomu znanego z czasu pandemii koronawirusa, a rekordowe stały się też ceny oleju napędowego. Z analiz przeprowadzonych przez pracowników Uniwersytetu Browna w Providence wynika, że wysokie ceny obu surowców zwiększyły koszty przeciętnego amerykańskiego gospodarstwa domowego o 1150 dolarów.
Jak zauważa CNN, to właśnie kwestie gospodarcze były dotąd motorem napędowym poparcia dla ruchu związanego z prezydentem Donaldem Trumpem. Wyborcy dobrze wspominali okres pierwszych jego rządów, gdy wynagrodzenia rosły szybciej od cen, dlatego w 2024 roku wyborcy dużo wyżej oceniali jego kompetencje od propozycji demokratycznej wiceprezydent, Kamali Harris.
Teraz Partia Republikańska jest jednak kojarzona przede wszystkim z wysokimi kosztami utrzymania. Nie chodzi przy tym jedynie o skutki wojny z Iranem. W trakcie drugiej kadencji Trumpa wzrosły koszty ubezpieczenia zdrowotnego, energii elektrycznych, napraw samochodów czy budowy domów. Problemem są też mające kilka przyczyn narastające nierówności społeczne. Powodują one, że słynny „American Dream” jest niemal niemożliwy do zrealizowania.
Nowa era George’a Busha
Libertariański magazyn „Reason” uważa z kolei, że porażka republikanów w wyborach połówkowych przypomina żywo sytuację sprzed dwudziestu lat. Wówczas z powodu źle przygotowanej wojny na Bliskim Wschodzie, demokraci przejęli z rąk republikanów obie izby Kongresu. Stało się to na dodatek wtedy, kiedy ówczesny prezydent George W. Bush dwa lata wcześniej z niewielką przewagą głosów uzyskał reelekcję.
Obecną amerykańską głowę państwa czekają więc jeszcze dwa lata rządów, podczas których będzie on tylko słabnąć. Prezydentura Trumpa będzie kojarzyć się już tylko z wojną, wysokimi cłami, centralizacją władzy i zwiększeniem roli rządu federalnego, a także z brutalnymi i nieludzkimi metodami egzekwowania przepisów migracyjnych.
Jedyną szansą Partii Republikańskiej na zwycięstwo w kolejnych wyborach prezydenckich jest odcięcie się od spuścizny Trumpa. Dominująca rolę w ugrupowaniu ma więc szansę zdobyć frakcja, która otwarcie zakwestionuje jego dotychczasową politykę. Zdaniem „Reason” niektórzy republikanie już to zrozumieli, o czym świadczy niedawna krytyka prezydenta ze strony ustępującego gubernatora Florydy, Rona deSantisa.
Pożytki z porażki
Telewizja FOX News porównała natomiast porażkę Partii Republikańskiej do przegranej Partii Demokratycznej w 2010 roku. Wyborcy ukarali wtedy demokratów za dwa lata prezydentury Baracka Obamy, zapewniając republikanom miażdżące zwycięstwo. Amerykanom miało się nie podobać zwłaszcza przekraczanie swoich uprawnień przez Obamę, co zdaniem popularnej stacji informacyjnej jest również przyczyną aktualnej niechęci do Trumpa.
Ponadto, obecny prezydent USA nie dotrzymał swoich obietnic przedwyborczych. Najważniejszą z nich było niewszczynanie kolejnych wojen, tymczasem od lutego trwa chwilowo zamrożony konflikt z Iranem. W tym czasie do polityki Białego Domu zraziły się nawet osoby popierające uniemożliwienie Iranowi budowy bomby atomowej, ponieważ zaczęły one odczuwać skutki wzrostu cen benzyny, wynikającego właśnie z perturbacji w Zatoce Perskiej.
Partii Demokratycznej w takich warunkach wystarczyło praktycznie tylko krytykować Partii Republikańskiej. Demokraci w swojej kampanii nie przedstawili konkretnych rozwiązań mających doprowadzić od wyhamowania inflacji, bo mogli po prostu ograniczać się do wykorzystywania niechęci wyborców do Trumpa. Sam prezydent włączając się w kampanię Partii Republikańskiej jedynie jej szkodził.
FOX News dostrzega jednak pozytywy w zwycięstwie Partii Demokratycznej. Powyborczy triumfalizm będzie musiał w końcu ustąpić realnej polityce, co w przypadku demokratów będzie między innymi oznaczało konieczność pogodzenia ze sobą dwóch głównych frakcji ugrupowania. Postępowa część partii będzie bowiem forsować rozwiązania niecieszące się poparciem większości społeczeństwa, a to w ostateczności doprowadzi do wewnętrznego konfliktu z liberalnym skrzydłem.
Czas socjalistów
Na przyszłości progresywnej części Partii Demokratycznej skupia się lewicowy magazyn „Jacobin”. Zauważa on, że demokratyczni socjaliści nadal będą stanowić mniejszość wśród parlamentarzystów ugrupowania, ale zarazem ich reprezentacja w Kongresie będzie największa w historii. Łącznie w obu izbach amerykańskiego parlamentu zasiądzie dziewięciu socjalistów.
Po styczniowym zaprzysiężeniu będą musieli oni znaleźć sposób na koordynację swoich działań w ramach szerszej reprezentacji demokratów. Znajdą się bowiem w jednym kongresowym klubie z liberalnymi politykami, na czele z obecnym liderem mniejszości w Izbie Reprezentantów Hakeemem Jeffriesem oraz z liderem mniejszości w Senacie Chuckiem Schumerem, którzy nie kryją się ze swoimi antysocjalistycznymi poglądami.
W opinii „Jacobina” socjaliści powinni stworzyć swoją własną frakcję w ramach klubu Partii Demokratycznej, aby móc przygotowywać wspólne pomysły i koordynować swoją politykę. Przykładem skuteczności podobnych inicjatyw mogą być grupy istniejące w Partii Republikańskiej, którym w przeszłości udało się wpływać choćby na kwestie wyborów personalnych w Kongresie. Magazyn podobnie jak FOX News uważa, że ostatecznie postępowcy będą musieli wejść w konflikt z liberalną częścią swojego ugrupowania.
Maurycy Mietelski
