Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Michał Andrzej Wirtel: Szkocja - 300 lat i już dość?

10 maj 2007
A A A

Kilka dni temu (1.05. 2007) przypadła 300 rocznica unii Anglii i Szkocji, która przesądziła o utworzeniu wspólnego brytyjskiego państwa. Zaledwie 2 dni później odbyły się wybory do szkockiego parlamentu , a zwycięzcą okazała się partia narodowców – SNP – głosząca hasła przywrócenia niepodległości tego kraju. Czy za kilka lat przybędzie Europie nowe państwo?

Wymuszona jedność

Przez całe wieki Anglia i Szkocja były niezależnymi od siebie państwami, a próby narzucenia Szkotom angielskiej dominacji kończyły się niepowodzeniem. Zmianę przyniósł dopiero rok 1603, kiedy dwa królestwa połączyła osoba jednego władcy (zresztą Szkota – Jakuba VI Stuarta). Nie udało się jednak królowi stworzyć jednego państwa – zbyt silne były tradycje odrębności, zbyt silny sprzeciw obu parlamentów. Szkocja zachowała więc swoją odrębność, w praktyce straciła jednak kontrolę nad własną politykę zagraniczną (pozostała ona w gestii króla, ten zaś rezydował w Londynie i liczył się bardziej z interesami Anglii niż Szkocji).

Taki stan rzeczy zmienił się 100 lat później. Anglia prowadziła akurat wojnę z Francją, potrzebowała też następcy tronu dla królowej Anny. Istniała obawa, że gdy Szkocja wybierze sobie własnego króla, zaangażuje się przeciwko Anglii. Z drugiej strony Szkocja była gospodarczo zrujnowana po latach nieurodzajów i nieudanej (a bardzo kosztownej) próbie kolonizacji Panamy. Ze strony Anglii miał napłynąć kapitał, niezbędny do postawienia kraju na nogi.

W 1706 – 1707 parlamenty Anglii i Szkocji przegłosowały unię obu państw. Część szkockich deputowanych widziała w unii szansę na rozwój kraju, część została zwyczajnie przekupiona. W szkockim społeczeństwie akt wzbudził jednak powszechny sprzeciw – parlament musiał nawet wprowadzić stan wyjątkowy.

Warunki unii – ze szkockiego punktu widzenia - można nazwać kapitulacją na honorowych warunkach. Dwa parlamenty – angielski i szkocki – zostały zastąpione wspólnym parlamentem brytyjskim (w Londynie), zapewniono też reprezentację szkockich deputowanych w Izbie Gmin i arystokratów w Izbie Lordów. Szkocja zachowała swój własny system sądowy i prawny (zbliżony do kontynentalnego) oraz narodowy kościół. Wprowadzono unię celną i walutową – zwłaszcza ta pierwsza pomogła w krótkim czasie ożywić szkocką ekonomię. Nowe państwo przyjęło nazwę Królestwo Wielkiej Brytanii, a flagą stal się znany do dziś Union Jack (z połączenia flag Anglii i Szkocji).

W blasku Imperium

Nowo powstałe państwo stało się największą morską i kolonialną potęgą w historii świata. W XIX w. Imperium Brytyjskie obejmowało 1/4 światowego obszaru i ludności. Rewolucja przemysłowa i liberalny kapitalizm spowodowały gwałtowny  rozwój gospodarczy Wielkiej Brytanii. Nic więc dziwnego, że wśród Szkotów zakorzenił się brytyjski patriotyzm. Zamiast żyć w biednym i drugorzędnym kraju, byli teraz częścią wielkiego i bogatego mocarstwa. Wielu Szkotów robiło karierę w kolonialnej administracji (można nawet mówić o ich nadreprezentacji), szkockie pułki biły się dzielnie i lojalnie w imię brytyjskiej Korony , a Glasgow i Edynburg stały się jednymi z głównych ośrodków przemysłowych na Wyspach.

Wspomnieć tu trzeba, że Irlandia (podbita już w XVI w.) została w 1800 włączona do brytyjskiego państwa (stąd Zjednoczone Królestwo). O ile jednak Irlandia – w większości katolicka – pozostała biedna, zacofana i dyskryminowana przez brytyjskie władze, o tyle Szkocja – przeważnie protestancka – była traktowana na równych prawach z Anglią. Stąd liczne irlandzkie powstania, bunty i konspiracje nie miały (po 1745) szkockich odpowiedników. Szkoci Zjednoczone Królestwo uważali za swoją ojczyznę, nie za obcy i narzucony twór.

Wszystko to nie oznacza jednak, że Szkoci zaczęli się uważać za Anglików. Wręcz przeciwnie – brytyjski patriotyzm nie wykluczał podtrzymywania szkockiej tożsamości. Dużą rolę odegrały tu wspomniane wcześniej koncesje – odrębny szkocki system prawny i narodowy kościół. Wyrazem szkockiej odrębności stały się też utworzone w 1885 ministerstwo d/s Szkocji (Scottish Office)  oraz szkocka federacja piłkarska (SFA).
Integracja nastąpiła natomiast w sferze języka – angielski wyparł stopniowo rdzenny język celtycki, który przetrwał tylko na głębokiej prowincji (dokładnie to samo stało się w Irlandii i w Walii).

Dowód  brytyjskiego patriotyzmu dali Szkoci w I wojnie światowej. Podczas gdy Irlandczycy dwa razy – w 1916 i 1919 – urządzili antybrytyjskie powstania, szkockie oddziały ofiarnie walczyły w imię wspólnej ojczyzny. Wśród zabitych żołnierzy zwycięskiej Wielkiej Brytanii 20 %  pochodziło właśnie ze Szkocji (stanowiącej mniej niż 10 % brytyjskiej ludności).

{mospagebreak} 

Kraj pozostał lojalny wobec Korony, zmienił jednak sympatie polityczne. Szkocja stała się bastionem rosnącej w siłę lewicowej Labour Party. Kryzys gospodarczy w latach 30 dotknął Szkocję jeszcze bardziej niż Anglię, co w zrozumiały sposób wywołało rozgoryczenie ludności. W 1934 powstała SNP (Scottish National Party) głosząca hasła szerokiej autonomii dla Szkocji – żądała mianowicie przywrócenia szkockiego parlamentu z głosem decydującym w sprawach kraju. W praktyce oznaczałoby to dla Szkocji status dominium – odrębnego państwa luźno związanego z brytyjską Koroną (taki status posiadały wówczas Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Związek Południowej Afryki, Irlandia).

II wojna światowa znów dowiodła lojalności Szkotów, znowu też Wielka Brytania znalazła się w gronie zwycięzców. Tym razem jednak było to zwycięstwo pyrrusowe. Wykrwawiony i zniszczony kraj nie miał już siły utrzymywać imperium kolonialnego – rozpoczął się jego stopniowy, pokojowy demontaż. W ciągu 20 lat po wojnie największe imperium świata spadło do rangi mocarstwa regionalnego.

To szkocka ropa!

Lata 60. i 70 oznaczały spadek znaczenia Wielkiej Brytanii na forum międzynarodowym (choć pozostała liczącym się graczem), w gospodarce natomiast panowała stagnacja (m.in. z winy związków zawodowych, uprzywilejowanych do granic nonsensu). Rodziło to frustrację Szkotów, do tej pory lojalnie głosujących na Partię Pracy. Przełomem w  życiu politycznym Szkocji stało się odkrycie bogatych złóż ropy naftowej w pobliżu wybrzeża kraju. Bezbłędnie wykorzystali to narodowcy z SNP, głosząc hasła w rodzaju : „It’s Scottish oil!” (To szkocka ropa!) „Rich Scots or Poor Britons?” (Bogaci Szkoci czy biedni Brytyjczycy?) „Oil-rich and jobless!” (Bogaci w ropę, ale bez pracy!)

Taka strategia przyniosła SNP sukcesy – o ile w wyborach do brytyjskiego parlamentu z 1966 narodowcy zdobyli w Szkocji 5% głosów, o tyle w 1974 mieli ich już 30%, co czyniło ich drugą szkocką siłą polityczną po Labour Party. SNP zdobyła 11 miejsc w Westminsterze i rozpoczęła kampanię na rzecz autonomii. W 1979 rządząca Labour Party zgodziła się na szkockie referendum w tej sprawie. Postawiła jednak warunek jego ważności: za autonomią (czyli utworzeniem szkockiego parlamentu) musi opowiedzieć się nie tylko większość głosujących, ale też przynajmniej 40% ze wszystkich uprawnionych do głosowania. Co ciekawe, autorem wspomnianej poprawki był ... szkocki deputowany Cunningham.
W referendum 1979 nieznaczna większość Szkotów (51.5%) poparła wprawdzie autonomię, stanowili jednak tylko 33% uprawnionych, referendum nie było więc wiążące.

Szkoci musieli zapomnieć o samodzielności. Tym bardziej, że w tym samym 1979 r. upadł laburzystowski rząd, a zmęczeni ciągłymi strajkami Brytyjczycy masowo zagłosowali na Konserwatystów dowodzonych przez „Żelazną Damę” Margaret Thatcher. Rządy popularnej „Maggie” oznaczały wielką falę prywatyzacji, ukrócenie wszechwładzy związków zawodowych, zamknięcie niedochodowych kopalń – a w konsekwencji potężny gospodarczy boom. W kwestii decentralizacji „Maggie” była jednak nieugięta – konserwatyści tradycyjnie opowiadali się za modelem państwa unitarnego.

Przyszło więc Szkotom poczekać przez kilkanaście lat, aż do wyborów 1997 stanęła odnowiona Labour Party, pod dowództwem pary Szkotów – Tony’ego Blaira i Gordona Browna.

Nowa Brytania

Tony Blair, przywódca laburzystów od 1994 wyciągnął wnioski z czterech kolejnych porażek wyborczych. Doszedł do słusznego wniosku, że czas klasowej partii robotniczej już minął. Lewicowy egalitaryzm nie miał już oznaczać równości dochodów, ale równość szans. Blair głosił pochwałę wolnego rynku, konkurencji i kapitalizmu – twierdził tylko, że szerokie masy winny korzystać z ich osiągnięć. Taka nowa twarz Labour bardzo przypadła do gustu wyborcom, nie tylko robotnikom, ale i klasie średniej.

Przywódca lewicy rzucił hasło „New Labour, New Britain” (Nowa Partia Pracy, Nowa Brytania). Ten drugi człon oznaczał postulat dewolucji – specyficznego modelu decentralizacji, gdzie peryferyjne kraje Zjednoczonego Królestwa (Szkocja, Walia, Irlandia Płn.) miałyby uzyskać autonomię, a status jego rdzenia – Anglii – pozostałby niezmieniony. 

Blair trafił na dobry moment w historii – po 18 latach rządów konserwatystów zadziałała naturalna w demokracji chęć zmiany. Miał też to szczęście, że za przeciwnika nie miał energicznej „Maggie” , ale bezbarwnego i nijakiego Johna Majora – następcę „Żelaznej Damy”   w roli premiera i lidera konserwatystów.

{mospagebreak} 

W wyborach 1997 Labour Party wdeptała konkurentów w ziemię. Trudno inaczej nazwać wynik najlepszy wynik wyborczy w historii lewicy, gdy zdobyła ona 2/3 miejsc w Izbie Gmin, a Konserwatyści nie zdobyli ani jednego miejsca poza Anglią (!!!) Taki świetny wynik oznaczał zielone światło dla planów nowego premiera. Brytyjscy wyborcy pokazali, że zgadzają się na przebudowę ustroju.

Rządźcie się sami!

O swojej przyszłości Szkoci znowu mieli zdecydować w referendum. Tym razem zadano Szkotom dwa pytania: czy są za utworzeniem szkockiego parlamentu (co oznaczało nadanie autonomii) oraz czy chcą go wyposażyć w uprawnienia do zmiany podatków. Na pierwsze pytanie w referendum 1997 twierdząco odpowiedziało 74.3% Szkotów , na drugie 63.5%. Wynik referendum umożliwił w 1998 uchwalenie w brytyjskim parlamencie ustawy konstytucyjnej Scotland Act, ustanawiającej autonomię dla Szkocji i określającą jej zasady.

Co więc wolno Szkotom? Przede wszystkim, Scotland Act przywrócił szkocki parlament – Holyrood (pierwszy raz od unii w 1707!) Parlament ów jest wybierany co 4 lata według ordynacji mieszanej – 73 deputowanych w okręgach jednomandatowych, w systemie większościowym (zgodnie z modelem brytyjskim); 56 deputowanych w okręgach wielomandatowych, w systemie proporcjonalnym (zgodnie z modelem kontynentalnym). Tak wybrany szkocki parlament powołuje szkocki rząd pod wodzą szkockiego premiera. Jego pozycja względem parlamentu jest dużo słabsza, niż u premierów brytyjskich: po pierwsze - ordynacja mieszana wymusza system wielopartyjny i rządy koalicyjne, po drugie - nie może on rozwiązać parlamentu.

Uprawnienia szkockiego i brytyjskiego parlamentu równoważą się wzajemnie. Z jednej strony, obowiązuje domniemanie kompetencji parlamentu szkockiego (decyduje on w sprawach, których wyraźnie nie zastrzeżono dla Westminsteru). Z drugiej strony, zakres owych kompetencji może być zmieniany przez rząd brytyjski  (właśnie w drodze zastrzegania pewnych materii dla parlamentu brytyjskiego), a ustawy ogólnobrytyjskie (w sprawach zastrzeżonych) obowiązują również i w Szkocji.

Szkocki parlament decyduje w dziedzinach takich jak: gospodarka, edukacja, służba zdrowia, rolnictwo, ochrona środowiska. Szkocja emituje również własnego funta (o wartości równej funtowi brytyjskiemu), a parlament może zmniejszać lub zwiększać o 3% brytyjskie podatki na terenie Szkocji (tax varying power).

Autonomia czy niepodległość?

W majowych wyborach do szkockiego parlamentu kolejny raz najlepiej wypadły Labour Party i SNP. Pierwsza z nich broni koncepcji Blaira – szkockiej autonomii, która zdała egzamin w praktyce. Zdecydowanie sprzeciwia się jednak idei niepodległej Szkocji – Gordon Brown wezwał np. do walki z „bałkanizacją” Wielkiej Brytanii, przez co rozumiał tendencje separatystyczne. Argumentował przy tym, że Szkocja wiele skorzystała na życiu we wspólnym państwie (w końcu sam razem z Blairem dał przykład szkockiej kariery). Narodowcy natomiast wskazują na małe, niepodległe państwa z Europy Środkowej, nieraz – jak Słowenia i Estonia – mniejsze od Szkocji, a jednak dobrze sobie radzące samodzielnie.

Odnotować trzeba jednak wzrost wpływów SNP – w trzecich szkockich wyborach po raz pierwszy zdobyła minimalnie więcej mandatów niż Labour (47:46). Oznacza to, że Labour, dotychczas rządząca Szkocją  zapewne odda fotel premiera narodowcom.

Co dalej ze Szkocją? W teorii jej autonomia, nadana ustawą brytyjskiego parlamentu, taką samą ustawą może zostać zlikwidowana. W praktyce byłby to wyborczy gol samobójczy dla rządzącej partii, a też zignorowanie wyniku referendum z 1997 – w brytyjskiej kulturze politycznej takie rozwiązanie nie wydaje się więc możliwe.

Pojawiła się też koncepcja federalizacji Wielkiej Brytanii – uzasadniano, że jeśli Szkoci sami decydują o swoich lokalnych sprawach, również i Anglia powinna mieć własny parlament, nie tylko brytyjski. Przeciwnicy takiego rozwiązania dowodzą, że byłby to wstęp do rozpadu brytyjskiego państwa.

Utrzymanie dotychczasowej sytuacji wydaje się najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem. Trzeba wiedzieć, że wszystkie główne partie poza SNP sprzeciwiają się niepodległości Szkocji, a elektorat narodowców pozostaje mniej liczny niż wszystkich innych szkockich partii razem wziętych.

Ostatnia możliwość to utworzenie niepodległego szkockiego państwa. Czekałyby Szkotów nie tylko negocjacje z rządem brytyjskim (w praktyce – z Anglią), ale i z Unią Europejską , gdyby nowe państwo chciało wstąpić do tej organizacji. Tymczasem członkostwo Szkocji mogłaby zablokować np. Hiszpania obawiająca się precedensu i zachęty dla Katalonii i Kraju Basków.

Warto wiedzieć, że w ostatnich wyborach SNP bardzo liczyła na głosy... polskich imigrantów zarobkowych, odwołując się do polskich tradycji walk o niepodległość. Skąd polscy wyborcy w szkockim głosowaniu? Otóż w myśl prawa wspólnotowego, każdy obywatel UE może głosować w wyborach lokalnych w miejscu swojego zamieszkania, a szkockie wybory potraktowano właśnie jako lokalne.

Źródła :

1. Andrew Marr „The Battle For Scotland”, London 1995
2. Sebastian Kubas „Parlament szkocki – wyzwanie dla Zjednoczonego Królestwa”, Kraków 2003
3. Paweł Sarnecki „Ustroje konstytucyjne państw współczesnych”  Kraków 2003
4. „Encyklopedia Unii Europejskiej” pod red. K.A. Wojtaszczyka, Warszawa 2004
5. http://en.wikipedia.org/wiki/Scottish_elections_2007
6. http://en.wikipedia.org/wiki/Acts of_Union_1707