Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Krzysztof Lepianka: Czy Tu Bija? Brak demokracji w Kamerunie

04 wrzesień 2006
A A A

Po I Wojnie Światowej niemiecka kolonia Kamerun stała się mandatowym terytorium Ligi Narodów i została podzielona pomiędzy Francję i Wielką Brytanię. Rozpoczęta w 1955 przez członków zdelegalizowanej partii Union of the Peoples of Cameroon (UPC) – walka o niepodległość, zakończyła się w 1960 roku, kiedy to Francja uznała niezależność francuskiej części. Na pozostałej części terytorium mandatowego został przeprowadzony plebiscyt, w którym za przyłączeniem się do Kamerunu opowiedziała się ludność chrześcijańska, natomiast tereny zamieszkane przez muzułmanów zostały przyłączone do Nigerii. Niniejszym powstała Federalna Republika Kamerunu składająca się z dwóch autonomicznych jednostek terytorialnych.

 

Pierwszym prezydentem został Ahmadou Babatoura Ahidjo pochodzący z zamieszkałego we francuskojęzycznej części kraju ludu Fulbe. Jako pierwszy prezydent ustalił raczej mało demokratyczne standardy sprawowania władzy. Już 1966 roku zdelegalizował wszystkie partie polityczne, poza własną i w 1970 roku stłumił powstanie wywołane przez UPC.

Kolejnym prezydentem Kamerunu został sprawujący swe rządy po dziś dzień Paul Biya. Ustępujący z powodów zdrowotnych Ahidjo wskazał go na swego następcę, jednak nie zrezygnował tym samym z przewodnictwa w pro-prezydenckiej partii, pozostając w zasadzie w życiu politycznym kraju. Ostatecznie stanowiska Biyi i Ahidjo w wielu kwestiach zaczęły być dość skrajnie różne. Taka sytuacja nie była do zaakceptowania przez żadnego z polityków, więc Ahidjo zaczął przygotowania do zamachu stanu, który jednak został udaremniony przez Biyę. Ostatecznie Ahidjo zastał zmuszony do ucieczki z kraju. W wyborach w roku 1984, podobnie jak to było rok wcześniej wygrał Paul Biya, co oczywiście dla nikogo nie było zaskoczeniem, gdyż był jedynym kandydatem, na którego wyborcy mogli oddać swój głos.

Jakiekolwiek początek rządów Biyi charakteryzuje zupełny brak demokratycznych reguł, to pozytywnym elementem są wybory na członków RDPC (Rassemblement démocratique du peuple camerounais, uprzednio UPC), w których około 50% miejsc zostało przeznaczonych dla nowych członków, a na niższych szczeblach nawet do 70%. Kolejne wybory prezydenckie w 1988 roku zbiegły się w czasie z wyborami do Zgromadzenia Narodowego. Tak w wyborach prezydenckich jak i do Zgromadzenia nie można mówić o zachowaniu jakichkolwiek demokratycznych standardów. Kolejny raz jedynym kandydatem na urząd prezydenta był Paul Biya, natomiast kandydaci do parlamentu musieli być zaaprobowani przez zarząd partii RDPC. Swoją trzecią już kadencję Paula Biya zaczął od miedzy innymi od zdymisjonowania dwudziestu czterech ministrów i wprowadzenia systemu represji wobec dziennikarzy, którzy pisali w sposób nieprzychylny reżimowi.

Prezydent prewencyjnie niszcząc przejawy jakiejkolwiek opozycyjnej myśli w lutym 1990 roku doprowadził do zatrzymania osiemnastu działaczy opozycyjnych za domniemaną przynależność do nieoficjalnej organizacji opozycyjnej Social Democratic Front (SDF) oraz oskarżenia ich o działalność wywrotową na szkodę państwa; dwunastu z nich zostało osadzonych w więzieniu. To, czego chciały siły opozycyjne to stworzenie wielopartyjnego modelu państwa, co Biya postrzegał jako otwarte zagrożenie dla swoich rządów. Cały czas podnosił kwestie kryzysu ekonomicznego, który musi być zażegnany zanim zacznie się myśleć o modelu wielopartyjnym.

Publiczne wystąpienia i demonstracje były tłumione przez siły bezpieczeństwa bezpośrednio podległe prezydentowi. W demonstracji, która miała miejsce miejscowości Bamenda wzięło udział około 20.000 demonstrantów. To zorganizowane przez SDF wystąpienie zostało stłumione przez siły bezpieczeństwa, w wyniku czego sześć osób poniosło śmierć.

Ponownie w 1990 wybrany na przewodniczącego partii RDPC Paul Biya zapowiedział serię reform mających na celu stopniowe rozluźnienie monopartyjnego modelu państwa, aż do całkowitego przejście do modelu wielo partyjnego. Już w sześć miesięcy po oświadczeniu prezydenta Zgromadzenie Narodowe zaaprobowało konieczne poprawki do konstytucji dla utworzenia systemu wielopartyjnego. Poprawki przewidywały pozwolenie lub odmowę na rejestrację partii w ciągu 3 miesięcy (odmowa mogła nastąpić tylko z przyczyn niezgodności statutu partii z obowiązującym prawem), wsparcie państwa w trakcie kampanii wyborczej, zakaz tworzenia partii o charakterze etnicznym, czy regionalnym, oraz zakaz finansowania ze środków pochodzących z zagranicy. Efektem tych poprawek było powstanie bardzo wielu organizacji politycznych.

Jednak samo istnienie prawa do powstawania niezależnych partii nie dało im możliwości do współdecydowaniu o kraju. Prezydent Biya zwlekał z ustaleniem kalendarza wolnych wyborów wielopartyjnych. Taka postawa głowy państwa spowodowała niezadowolenie społeczne i doprowadziła do licznych wystąpień i zamieszek, które ostatecznie były tłumione przez wierne prezydentowi siły bezpieczeństwa. Ostateczny bilans przedstawia się dość krwawo, ponad sto zabitych osób.

W kwietniu 1990 roku na fali ogólnego niezadowolenia powstała organizacja National Co-ordination Committee of Oppostion Parties (NCCOP) zrzeszająca siły opozycyjne. Wysunięte przez nią żądanie zwołania na początku maja konferencji na temat kalendarza wyborów zostało przez władze zignorowane. Ogłoszono więc strajk generalny, a w odpowiedzi rząd w dziesięciu prowincjach wprowadził zarząd wojskowy, zdelegalizował NCCOP i zakazał spotkań opozycjonistom. Podczas gdy władze pozostawały nieugięte strajki powoli wygasały.

 

W październiku roku 1991 Paul Biya wyznaczył ostatecznie termin wyborów na luty 1992 i zapowiedział, że premier zostanie wskazany z partii, która uzyska największą ilość miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Zapowiedź ta była efektem porozumienia zawartego pomiędzy strona rządową a opozycją. Jednak dwie znaczące opozycyjne partie Social Democratic Front (SDF) i Cameroon Democratic Union (UDC), odmówiły uczestnictwa w wyborach, jako powód podając zbyt mało czasu do wyborów, oraz formę ordynacji wyborczej, która sprzyjała partii prezydenckiej - RDPC. W wyborach do liczącego 180 mandatów Zgromadzenia Narodowego zwyciężyła RDPC – 88 miejsc. Do parlamentu weszły także National Union for Democracy and Progress (UNDP) – 68 miejsc, Movement for the Defense of the Republic (MDR) – 18 miejsc i Union of Cameroonian Populations (UPC) – 6 miejsc. W yborach wzięło udział 61% uprawnionych do głosowania, ale w regionach gdzie strajk generalny był największy frekwencja wyborcza wynosiła okolo10%.

 

Poza wyborami parlamentarnymi, podczas których choć zaobserwowano pewne nieprawidłowości to można je nazwać demokratycznymi rok 1992 przyniósł jeszcze decyzję głowy państwa o zmianie terminu wyborów prezydenckich – przesunięciu ich terminu o siedem miesięcy wcześniej. Ponadto zostały zamknięte trzy niezależne gazety, zakazano tworzenia jakichkolwiek porozumień wyborczych (tj. wystawienie wspólnego kandydata), oraz zdecydowano o przeprowadzeniu wyborów w jednej turze. Tego typu posunięcia jednoznacznie wskazują na obawy prezydenta, przed kolejnymi wyborami, co do jego re-elekcji. Powzięcie tych środków miało zapewnić dalsze rządy Paula Biyi. I tak też się stało, w wyborach przeprowadzonych 11 października 1992 Paul Biya według oficjalnych wyników zdobył największe poparcie 39,9%. Jego największy konkurent Fru Ndi będący kandydatem opozycji 35,9%. Wniesiona przez niego skarga do Sądu Najwyższego wskazująca na szereg uchybień mających miejsce podczas wyborów nie spowodowała ich unieważnienia. Choć na niedobór demokracji wskazywali także niezależni obserwatorzy ONZ. Działalność opozycyjna doprowadziła w końcu Fru Ndi do osadzenia go w areszcie domowym.

 

W roku 1995 miała miejsce zmiana w konstytucji, która wydłużyła kadencję prezydenta do siedmiu lat i ograniczyła ich liczbę do dwóch. Przy zasadzie, że prawo nie działa wstecz, Paul Biya mógł być pewny, że zgodnie z prawem będzie mógł sprawować rządy jeszcze przez czternaście lat od zakończenia obecnej kadencji. Pierwsze po tej zmianie wybory, które odbyły się w 1997 roku dalekie jednak były od demokratycznych standardów. Z powodu braku zgody rządu na propozycję opozycji ustanowienia niezależnej komisji wyborczej, wybory zostały zbojkotowane przez trzy największe partie opozycyjne (The Social Democratic Front (SDF), National Union for Democracy and Progress (UNDP), Cameroon Democratic Union (UDC)) a także jedną mniejszą partię (Union of African Populations (UPA)). W rezultacie Paul Biya łatwo wygrał wybory z 93% głosów oddanych właśnie na niego.

 

Także wybory prezydenckie w 2004 roku nie były przeprowadzone przy zachowaniu odpowiednich standardów demokratycznych. Ich zwycięzcą okazał się, tak jak w poprzednich Paul Biya, zdobywając tym razem nieco ponad 70% głosów. Tak opozycja jak i obserwatorzy zgodnie donosili o mających miejsce licznych nieprawidłowościach. Jednak sąd najwyższy uznał wyniki wyborów za wiążące.

 

Choć lata rządów Paula Biyi charakteryzuje brak demokracji, to jednak nie można zauważyć, pewnych, należy podkreślić, że niewielkich zmian na lepsze. Jak choćby wprowadzenie systemu wielopartyjnego, czy zaprzestanie stosowania cenzury w 1996 roku. Jednak są to tylko pierwsze kroki na drodze do demokratyzacji kraju. A przy takim tempie zmian szybko demokracja w Kamerunie nie nastanie. Naciski ze strony światowej opinii publicznej pod groźbami ograniczenia pomocy gospodarczej, skłaniają Paula Biyę do pewnych posunięć w kierunku demokratyzacji, jednak są tylko zmiany powierzchowne.

 

A jak pokazuje dobry wskaźnik, jakim są wybory, demokracji w Kamerunie dziś niestety nie ma.