Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Nkunda dąży do władzy nad całym Kongo

20 listopad 2008
A A A
Zbuntowany generał Laurent Nkunda oświadczył w wywiadzie dla niemieckiego Die Zeit, że jego celem jest zdobycie władzy w całej Demokratycznej Republice Kongo. W opublikowanym w środę wywiadzie Nkunda oskarżył obecny rząd w Kinszasie, że ten zawiódł naród „sprzedając kraj Chińczykom” i „współpracując z kryminalistami”. Powtórzył swoje zapowiedzi sprzed kilku tygodni, że jego celem jest „wyzwolenie mieszkańców Kongo” i zdobycie władzy w całym kraju.

Armia Nkundy liczy od 4 do 6 tysięcy dobrze uzbrojonych i zaprawionych w bojach rebeliantów. Wielu ekspertów pozostaje sceptycznych wobec zapowiedzi generała, wskazując że tak nielicznymi siłami nie będzie on w stanie opanować kraju, który wielkością dorównuje całej Europie Zachodniej. Sukcesy jakie Nkunda odnosi w walce ze zdemoralizowaną i słabo wyszkoloną armią rządową wskazują jednak, że rebelianci stanowią poważną siłą militarną. Historia Konga i całej Afryki pokazuje tymczasem, że do przewrotu w słabych państwach kontynentu nie potrzeba czasem wiele – zwłaszcza jeśli rebelia ma (jak to jest możliwe w przypadku Nkundy) poparcie z zewnątrz. Kluczowa dla poskromienia ambicji Nkundy wydaje się być raczej postawa społeczności międzynarodowej.
Image
Laurent Nkunda (cc) flickr


Niewykluczone zresztą, że zapowiedzi Nkundy to zwykła propaganda, a jego prawdziwym celem jest stworzenie prywatnego państewka we wschodnich prowincjach Kongo.

W tym samym wywiadzie Nkunda zaprzeczył oskarżeniom jakoby jego rebelianci mordowali cywilów. Jego zdaniem mogli oni ginąć z rąk jego ludzi co najwyżej przypadkowo, w wyniku nieszczęśliwego dostania się w krzyżowy ogień.

Tymczasem zgodnie z wcześniejszymi obietnicami rebelianci w geście dobrej woli rozpoczęli częściowy odwrót na północnym odcinku frontu. W dwóch miejscach w pobliżu miast Kanyabayonga i Kiwanja oddziały Nkundy wycofały się na odległość 40 kilometrów, tworząc w ten sposób strefę buforową którą mają obsadzić „błękitne hełmy” ONZ.

Już dzień po rozpoczęciu odwrotu pojawiły się jednak problemy. Rebelianci oskarżają armię rządową o chęć zajęcia strefy buforowej i grożą, że w takimi wypadku wznowią działania wojenne. Z kolei „błękitne hełmy” wdały się w walki z prorządową milicją Mai-Mai.

Krucjata Nkundy

Laurent Nkunda przez długi czas nie uznawał ani postanowień podpisanego w 2003 r. porozumienia pokojowego (kończącego wojnę domową w DR Kongo) ani wyników demokratycznych wyborów z czerwca 2006 r. Zbuntowany generał twierdził, że walczy w obronie swych rodaków Banyamulenge (kongijski odłam plemienia Tutsi), prześladowanych przez rząd w Kinszasie i wrogo nastawione miejscowe plemiona. Wraz z kilkutysięczną prywatną armią, złożoną z dobrze uzbrojonych i doświadczonych w boju rebeliantów atakuje każdego kto jego zdaniem zagraża interesom Tutsi – lub jego samego. Jego ofensywy kilka razy postawiły wschodnie Kongo na skraju kompletnego chaosu. Walki przerwał dopiero rozejm z 23 stycznia 2008 r.Image

Pod koniec sierpnia walki wybuchły z nową siłą, a rebelianci podjęli szeroko zakrojone działania w prowincjach Północne i Południowe Kivu. Zdaniem ONZ to Nkunda stoi za eskalacją przemocy, gdyż chce rozszerzyć obszar terytorium kontrolowanego przez swoich bojowników. On sam oskarża z kolei rząd o nie wywiązanie się z zapisów porozumienia, przewidujących rozprawę z ukrywającymi się w dżunglach wschodniego Konga rebeliantami z plemienia Hutu z sąsiedniej Rwandy. Zdaniem Nkundy prześladują oni kongijskich Banyamulenge, których on musi samodzielnie chronić.

Wciąż krytyczna pozostaje sytuacja humanitarna na pogrążonych w konflikcie obszarach. Od końca sierpnia z rejonu walk uciekło blisko 250 tys. ludzi, którzy w niezmiernie ciężkich warunkach przebywają obecnie w obozach dla uchodźców lub ukrywają się w dżungli. Łącznie od jesieni 2007 roku blisko 1,2 miliona mieszkańców Kivu musiało opuścić swe domy. Woleli oni jednak wybrać wegetację w buszu lub obozach niż stać się ofiarą gwałtów i mordów jakich dopuszczają się wszystkie strony konfliktu.

Na podstawie: iol.co.za