Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Rebelianci Hutu trzymają się mocno we wschodnim Kongu

25 luty 2009
A A A
Z informacji przedstawionych przez ONZ wynika, że ruandyjscy rebelianci z plemienia Hutu wbrew optymistycznym doniesieniom władz kongijskich i ruandyjskich przetrwali wymierzoną w nich ofensywę. Wciąż stanowią też zagrożenie dla mieszkańców wschodniego Kongo.
Image
Bojownicy FDLR (cc.) flickr
Ofensywa przeciw FDLR („Demokratyczne Siły Wyzwoleńcze Rwandy”) trwa od 20 stycznia, gdy za zgodą rządu w Kinszasie kilka tysięcy ruandyjskich żołnierzy wkroczyło na terytorium Demokratycznej Republiki Kongo. Dwa nieufne wobec siebie i od lat zaciekle zwalczające się państwa połączyły siły w celu likwidacji baz pochodzących z Rwandy rebeliantów Hutu. Ich obecność na terytorium Konga (większość członków FDLR to byli żołnierze ruandyjskiej armii oraz członkowie paramilitarnych bojówek „Interahamwe”, odpowiedzialni za ludobójstwo z 1994 r.) byłą przyczyną stałego napięcia na linii Kinszasa-Kigali i dwukrotnie spowodowała ruandyjską inwazję na ten kraj.

Obecnie operacja dobiega końca. Ruandyjskie wojska mają opuścić terytorium Kongo do końca tygodnia, a dowódcy obu armii oficjalnie twierdzą, że większość celów operacji została zrealizowana. Wojska kongijskie i ruandyjskie miały zniszczyć główne bazy FDLR w prowincji Północne Kivu, w tym kwaterę główną organizacji na płaskowyżu Masisi, oraz zabić lub schwytać kilkuset bojowników.

Zdaniem Davida Ntengwe z Biura Wysokiego Komisarza NZ ds. Uchodźców (UNHCR) rebelianci przetrwali jednak wymierzoną w nich ofensywę i obecnie z powrotem zajmują swe dawne bazy, z których wyparły ich kongijskie i ruandyjskie wojska.

W dodatku, w odwecie za działania kongijskiej armii bojownicy FDLR mordują zamieszkujących rejon walk cywilów, jak również dopuszczają się masowych gwałtów i grabieży. Ntengwe potwierdził też w wywiadzie dla BBC podawane wcześniej przez Human Rights Watch informacje, że rebelianci używają cywilów w charakterze „żywych tarcz”.

ImageRzecznik UNHCR Ron Redmond poinformował z kolei we wtorek, że tylko w ostatnich dniach ataki FDLR zmusiły do ucieczki 3 tysiące ludzi.

W rezultacie kongijskie władze planują kontynuować ofensywę mimo wycofania się Ruandyjczyków. W ich zastępstwie w drugiej fazie operacji kongijską armię rządową wesprą siły stacjonującego w DR Kongo kontyngentu sił pokojowych ONZ (MONUC). Minister informacji Lambert Mende zapewnił w poniedziałek, że operacja będzie trwała „dopóki zagrożenie [ze strony FDLR - MK] nie zostanie wyeliminowane w 100 procentach“.

Na podstawie: news.bbc.co.uk, news24.com, allafrica.com