Opowiem wam historię o niestrudzonym Evo, który popularyzuje swój kraj oblatując świat transkontynentalnym IŁ-96. Po powrocie z podróży każdorazowo zdaje relacje zgromadzonej ludności w La Paz z „Genewy w Hiszpanii” i innych miast Europy. To nic, że jest prezydentem najbiedniejszego kraju Ameryki Południowej i zaciągnął na kupno nowego samolotu 100 mln$ u Rosjan. Wszak prezentuje wielki naród a taki nie może latać zwykłymi TU-154. Mówię ciekawie? Posłuchajcie zatem historii o Evo Moralesie.
W jednym z ostatnich artykułów opisałem wzrastające napięcie na granicy Wenezueli i Kolumbii (wenezuelski fast food). Sytuacja zaostrza się z każdym dniem a głos w tej sprawie zabrał niedawno wielki sojusznik Hugo Chaveza- prezydent Boliwii Evo Morales.
Dzielny wódz Ajmarów
Evo to postać nietuzinkowa, Indianin z ludu Ajmarów i szef związku hodowców koki jest pierwszym autochtonicznym prezydentem Boliwii. Z latynoamerykańską gracją łączy lewicowe poglądy z nawiązaniami do prekolumbijskich władców (wszak jego ideologicznym guru jest sam Chavez). Na uroczystościach państwowych przemawia, więc w tradycyjnym języku ajmara adaptując na jego potrzeby przemówienia Lenina a „zachodni” garnitur chętnie wymienia na swetry z tradycyjnej wełny alpaki. Jego charyzma porywa boliwijskie tłumy! Prezencja robi wrażenie na zachodnich dyplomatach!
Czytaj wiecej »
Chugo Chavez to wybuchowa mieszanka latynoamerykańskich tradycji politycznych a synkretyzm to jego życiowa dewiza. Politykę historyczną (nawiązania do Bolivara) łączy więc z socjalizmem, ostrą krytykę ZSRR z bliskimi relacjami z Rosją, fascynację leninizmem z wprowadzaniem socjalistycznych zmian na drodze pokojowej… Mimo kolorytu jaki otacza „prezydenta” Wenezueli i szczególnej miłości jaką obdarzył swój lud a także świat, z którym komunikuje się przez Twittera, Chavez to przede wszystkim sprytny polityk. Jak będzie wyglądała zatem jego polityczna przyszłość?
McDonaldyzacja polityczna
Ideologiczny tygiel i charakterystyczne przemieszanie wszystkiego ze wszystkim to chleb powszedni Chaveza. W relacjach międzynarodowych wykorzystuje więc wzorce „arabskie” utrzymując swoje wysokie poparcie społeczne w kraju dzięki wykreowanym wrogom zewnętrznym. „Wielki szatan” czyhający na wenezuelskie złoża ropy naftowej to oczywiście Stany Zjednoczone a jego pomagier „mały szatan” to już wenezuelska rzeczywistość czyli niedaleka Kolumbia.
Hugo łączy w sobie najlepsze kreacje światowego show biznesu. Jest więc zimnowojennym Rambo w skórze podpułkownika wojsk spadochronowych, który przeprowadził nieudany zamach stanu przeciw prezydentowi Carlosowi Perezowi… Jest boskim Che, który na czele Ruchu V Republiki walczył o socjalizm w Wenezueli i Robin Hoodem, który skierował zyski ze sprzedaży ropy naftowej na państwową pomoc dla ubogich. W 2002 roku Chavez stał się na dokładkę Chrystusem, którego „rzymskie” wojsko pojmało i niesprawiedliwie sądziło przed niewiernym ludem opozycji. Gdy setki tysięcy zwolenników Chaveza wyszło na ulice stolicy i po dwóch dniach wznowił urzędowanie jako prezydent został dodatkowo ojcem narodu i ulubieńcem ludu. Hugo to także dziecko Rewolucji Francuskiej, które walczy o świeckość państwa z prymasem Jorge Urosem (który stwierdził że Wenezuela pod rządami Chaveza staje się drugą Kubą), ale jednocześnie Marcin Luter pragnący odnowy kościoła. Sam o sobie mówi: „jestem dumnym chrześcijaninem i zarazem marksistą. I jestem pewien, że gdyby Jezus zszedł na ziemię, wymierzyłby mu [prymasowi] baty za te wszystkie kłamstwa”.
Czytaj wiecej »
Obecnie urzędujący prezydent Wenezueli Hugo Chavez może pełnić swoją funkcję aż do śmierci. W minioną niedzielę (15 luty) po raz drugi odbyło się referendum w sprawie zniesienia limitu kadencji dla wybieralnych funkcjonariuszy państwowych, w tym prezydenta. Pod koniec 2007 roku Wenezuelczycy już raz głosowali w tej sprawie. Wtedy wynik nie był korzystny dla głowy państwa. Jednak Chaveza nie zraziło to i postanowił dać drugą „szansę" społeczeństwu. Ci tym razem nie zawiedli go i za wprowadzeniem zmian do konstytucji opowiedziało się ok. 54 % uprawnionych do głosowania.
Ostra kampania propagandowa przed referendum zachęcająca do oddania głosu na „tak" odniosła oczekiwany przez antyamerykańskiego przywódcę sukces. Aczkolwiek nie jest już ona tak spektakularny i jednoznaczny. Od dłuższego czasu wyraźnie widać, że poparcie dla prezydenta Wenezueli spada. On sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że niedzielne referendum było jego ostatnią szansą by utrzymać się u władzy.
Czytaj wiecej »