|
Polityka językowa stanowi istotny element inżynierii społecznej w państwach językowo zróżnicowanych. Odpowiednie jej prowadzenie pomaga zakreślać granice wspólnoty, wzmacnia jej strukturę – zarówno ją uelastycznia, jak i stabilizuje relacje międzyludzkie. Polityka językowa jest instrumentem kreowania określonej wizji ładu społecznego. Jej arbitralny charakter potwierdza lub neguje suwerenność danej populacji. Wagę owej polityki najlepiej ilustruje kontynent afrykański. Wszak na pięćdziesiąt cztery państwa przypada tu około dwa tysiące języków. REKLAMA
Strona 1 z 2 Charakterystykę polityki językowej we współczesnej Afryce należy zacząć od jej zilustrowania podczas okresu kolonialnego. Wyróżnia się tu dwa modele: romański oraz germański. Francja, Portugalia i Hiszpania odrzucały języki afrykańskie. Dążyły do całkowitej asymilacji kulturowej, uznając miejscowe języki za przeszkodę w prowadzeniu „misji cywilizacyjnej”. Zaś polityka „rządów pośrednich” prowadzona przez Anglię częściowo korzystała z języków miejscowych, wprowadzając je na niższych szczeblach edukacji i administracji. Także Belgowie korzystali z języków o zasięgu pozaetnicznym: kikongo, lingala, kingwana. Starali się oni jednak wytworzyć administrację, nie doprowadzając do powstania miejscowej elity intelektualnej. Skutki prowadzonej przez kolonizatorów polityki odczuwalne są do dzisiaj. W państwach frankofońskich władzę najczęściej sprawuje zasymilowana, francuskojęzyczna elita (evolués). W byłych koloniach Portugalii nadal odwołuje się do statusu assimilado, obywatela wyznania chrześcijańskiego, mówiącego i piszącego po portugalsku. Po rozpadzie systemu kolonialnego państwa afrykańskie stanęły przed wyborem oficjalnego języka. Przyjęcie języków ex-kolonizatorów okazywało się często jedynym wyjściem, by utrzymać strukturę kraju zróżnicowanego etnicznie i językowo, w którym cała administracja i system szkolnictwa wypracowane zostały przez byłe mocarstwa kolonialne. Pierwsze nowo wybrane władze decydowały się zatem na ową praktykę, znaną jako egzoglosja. Wnet wywołało to dyskusję na temat konsekwencji prowadzenia takiej polityki. Obawiano się, że jej przyjęcie poskutkuje utratą miejscowych kultur i zagrozi wytwarzaniu się autentycznej tożsamości z zamieszkiwanym krajem. Podnoszono również argument, że korzyści z takiej polityki od początku odnosić będą jedynie wąskie warstwy społeczeństwa cieszące się znajomością języka byłej metropolii. Obecnie dwie trzecie krajów afrykańskich uznało język europejski za oficjalny. Przy tym jego znajomość w żadnym kraju nie dotyczy więcej niż połowy społeczeństwa. Spośród języków byłych metropolii największą popularnością cieszy się angielski, który konkuruje z językiem francuskim nawet w byłych koloniach Republiki. Alternatywą dla owej polityki i odpowiedzią na wspomniane obawy stała się endoglosja – promowanie języka miejscowego jako ogólnonarodowego środka porozumiewania się. Taką politykę wdrożyły przede wszystkim państwa relatywnie jednorodne językowo, jak choćby północnoafrykańskie kraje arabskie. Jeśli zaś chodzi o Afrykę subsaharyjską, endoglosję wprowadzono m.in. w Burundi, gdzie w 1965 roku do języka francuskiego jako oficjalnego dołączył język rundi, ojczysty dla ponad 90 proc. społeczeństwa tworzonego przez Hutu (85%), Tutsi (14%) i pigmejów Twa (1%). Owy krok miał sprzyjać tworzeniu jedności narodowej. Rolę samego języka w tej kwestii zweryfikowały jednak tragiczne wydarzenia w sąsiedniej Ruandzie z 1994 roku. W kraju tym, o zbliżonej do Burundi strukturze etniczno-społecznej, oficjalnym miejscowym językiem dominującym stał się w 1965 roku kinyarwanda, ojczysty dla ponad 90 proc. ludności, którą stanowiły zarówno ofiary masakry jak i ich oprawcy. Ogółem, większość (nielicznych skądinąd) krajów z jednym miejscowym językiem dominującym zdecydowała się na endoglosję. Prócz wspomnianych wyżej należy do nich m.in. Somalia, Lesoto i Suazi. Wyjątkiem jest zaś m.in. Botswana, która, pierwotnie podniósłszy do rangi oficjalnych dwa języki – angielski i tswana – obecnie uznaje za taki jedynie angielski. Tswana, ojczysty dla 90 proc. ludności, a przez dalsze 9 proc. używany jako drugi, przestał funkcjonować jako język parlamentu. Nadal jednak pełni rolę języka narodowego, dzięki czemu używa się go na różnych szczeblach władzy i administracji na równi z angielskim. Jest on także językiem nauczania na poziomie podstawowym. Także część państw bardziej zróżnicowanych językowo zdecydowała się na politykę endoglosii, realizując ją na różne sposoby. Szczególnie charakterystyczny pod tym względem jest przykład polityki językowej, jaką wprowadził po obaleniu apartheidu nowy rząd RPA. Zgodnie z ideą „tęczowego narodu” poza oficjalnymi dla całego kraju, angielskim i afrikaans, dziewięć dominujących języków miejscowych uzyskało w 1994 roku status oficjalnych w poszczególnych bantustanach. Jak jednak zauważa A. Foley [1], choć nowy system zakłada poparcie dla zróżnicowania językowego w kraju, większość szkół, nie mówiąc o uczelniach wyższych, nie używa w nauczaniu języka ojczystego uczniów. Co więcej, użytkownicy miejscowych języków dostrzegają ich bardzo słabą konkurencyjność na rynku pracy w porównaniu do języka angielskiego, co, biorąc pod uwagę 40 procentowe bezrobocie w tym kraju, nie stymuluje do ich pielęgnowania.
|