Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Cezary Kowanda: Francuscy socjaliści - walka o prezydencką nominację

Cezary Kowanda: Francuscy socjaliści - walka o prezydencką nominację


17 październik 2006
A A A
Choć wybory prezydenckie we Francji odbędą się dopiero w kwietniu przyszłego roku, ważnych rozstrzygnięć możemy spodziewać się już w listopadzie. Wówczas bowiem swojego oficjalnego kandydata namaści jedna z dwóch głównych sił politycznych Francji - Partia Socjalistyczna. I to ten kandydat będzie zapewne walczył o zwycięstwo z reprezentantem neogaullistowskiej UMP, która dziś rządzi państwem.

Mimo że kandydat socjalistów nie będzie jedynym reprezentantem lewicy w pierwszej turze, bo o głosy zawalczą tradycyjnie przedstawiciele małych partii komunistycznych różnej maści czy też zielonych, to właśnie on nada z pewnością najważniejszy ton zaciętej kampanii wyborczej. Nic więc dziwnego, że socjalistyczne prawybory, przeprowadzane w iście amerykańskim stylu z debatami programowymi, budzą duże zainteresowanie. Uprawnieni do głosowania będą w nich wszyscy członkowie Partii Socjalistycznej, w tym spora grupa tych, którzy zapisali się niedawno, gdy wprowadzono taką możliwość, przez internet.

Swoją chęć walki o partyjną nominację zgłaszało na przestrzeni ostatnich miesięcy wielu czołowych socjalistów francuskich. Niektórzy od początku pewni byli swojego startu, a inni z czasem wycofywali się, zdając sobie sprawę z minimalnych szans na zwycięstwo. Najbardziej spektakularna była rezygnacja byłego premiera Lionela Jospina, który niedawno powrócił do czynnej polityki po sromotnej porażce w poprzednich wyborach prezydenckich, by szybko wycofać się z wyścigu. Ostatecznie na placu boju zostało trzech - a dokładniej troje.

Szanse na nominację mają Ségolene Royal, Dominique Strauss-Kahn oraz Laurent Fabius. Royal, życiowa partnerka przewodniczącego partii, Francoisa Hollande'a, przez długi czas nie byłą przez nikogo poważnie brana pod uwagę. Dziś to ona jest królową sondaży. Jeśli im wierzyć, tylko ona ma dziś realne szanse na pokonanie niemal pewnego nominacji UMP, obecnego ministra spraw wewnętrznych, Nicolasa Sarkozy'ego. Nie jest politykiem bez doświadczenia, ale w przeciwieństwie do swoich kontrkandydatów nie zajmowała nigdy najważniejszych stanowisk w Piątej Republice. I właśnie na opozycji do polityków obecnych niemal od zawsze na francuskiej scenie politycznej zbudowała swój wizerunek osoby nieuwikłanej w skandale, reprezentującej nową jakość na francuskiej lewicy. Osoby przyznającej się do wartości lewicowych, ale jednocześnie podkreślającej znaczenie walki z przestępczości, domeny raczej francuskiej prawicy. Osoby ciepłej, sympatycznej, troskliwej, mającej szansę także w walce o głosy wyborców centrowych.

Pozycja pani Royal nie załamała się mimo ciągłych ataków nie tylko ze strony prawicy, ale także z własnego obozu politycznego. Z drugiej strony trudno uznać za chybiony chyba najpoważniejszy spośród stawianych jej zarzutów - brak solidnego programu. Krytycy twierdzą, że Royal mówi to, co ludzie chcą usłyszeć, używa nieustannie ogólników, ale treści w jej zapowiedziach brakuje. W tym upatrują swojej szansy zarówno jej socjalistyczni konkurenci, jak i Sarkozy, który stwierdził niedawno w wywiadzie dla "Le Figaro", że jej wkład w aktualną debatę polityczną we Francji jest bliski zeru.

Dominique Strauss-Kahn, minister gospodarki, finansów i przemysłu w latach 1997-1999, w rządzie Lionela Jospina, buduje swoją pozycję w oparciu o doświadczenia w zakresie ekonomii. Reklamuje się jako socjaldemokrata, jako ten, którego poglądy lokują się najbliżej centrum Partii Socjalistycznej. A zatem ma być tym, który najłatwiej zjednoczy socjalistów i będzie w stanie pogodzić różne ich skrzydła. Strauss-Kahn (zwany potocznie we Francji DSK) z pewnością jest postacią bardzo znaną na francuskiej scenie politycznej, pełną charyzmy, zaprawioną w partyjnych bojach. Ale w starciu ze świeżą Royal wydaje się nie mieć wiele do zaoferowania Francuzom, zmęczonym tradycyjną polityczną walką lewicy i prawicy i rozczarowanych ekonomiczną nieudolnością wielu poprzednich rządów.

Laurent Fabius to postać z całego grona zdecydowanie najbardziej kontrowersyjna. Jakkolwiek ma solidne zaplecze w partii, trzeba go lokować zdecydowanie bardziej na lewo od pozostałych kandydatów. Imponująca jest jego dotychczasowa kariera polityczna. Był nawet premierem w latach 1984-86, pełnił liczne stanowiska ministerialne, także w rządzie Jospina w latach 2000-2002. To jeden z przykładów długowieczności francuskich karier politycznych. Jednak Fabius to także ten, który sprzeciwił się woli kierownictwa socjalistów i w ubiegłym roku nawoływał do odrzucenia w referendum unijnego Traktatu Konstytucyjnego. Choć większość głosujących podzieliła jego poglądy, to swoją postawą przyczynił się do głębokiego pęknięcia w partii. Dziś Fabius ma najmniejsze szanse na nominację. Zresztą wygranie przez niego prawyborów byłoby tak naprawdę fatalną wiadomością dla socjalistów, bo w starciu z Sarkozym miałby on minimalne szanse.

Na zabieganie o głosy partyjnych członków pozostał niespełna miesiąc. W międzyczasie dojdzie do kilku debat, choć nie wiadomo czy we wszystkich będzie chciała wziąć udział liderka sondaży. Pierwszą turę głosowania zaplanowano na 16 listopada. Jeśli wówczas żaden z kandydatów (czytaj: Royal) nie uzyska ponad połowy głosów, druga tura odbędzie się 23 listopada. I wówczas dowiemy się, czy socjaliści odważą się na wystawienie kobiety do walki z Sarkozym. I czy pokonani uszanują wybór, wycofując się z walki i nie powtarzając tragicznego błędu socjalistów z 2002 roku, gdy poszli do wyborów podzieleni i utorowali do drugiej tury drogę Le Penowi.

Npdst. www.lemonde.fr, www.lefigaro.fr, www.liberation.fr, fr.wikipedia.org.