Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Cezary Kowanda: Sytuacja gospodarcza Niemiec - chwilowa poprawa czy dłuższe ożywienie?

Cezary Kowanda: Sytuacja gospodarcza Niemiec - chwilowa poprawa czy dłuższe ożywienie?


19 listopad 2006
A A A
Przez ostatnie lata trudno było nie rozpoczynać artykułów na temat stanu niemieckiej gospodarki od narzekania, krytykowania i snucia pesymistycznych wizji. Niegdyś stawiany za przykład gospodarczego sukcesu kraj stał się symbolem fatalnej europejskiej niereformowalności, wytykanym przez ekonomistów jako czerwona latarnia kontynentu. Ostatnie miesiące pozwalają nieco zrewidować tak negatywne dotąd opinie. Gospodarka Niemiec może cieszyć się z ożywienia, przejawiającego się na różne sposoby. O ile nikt nie kwestionuje jego istnienia, to już zdania co do jego trwałości i perspektyw na kolejne lata są mocno podzielone.

Doniesienia o wyższym od prognozowanego wzroście gospodarczym, powolnym, ale ciągłym spadku bezrobocia czy obniżaniu deficytu budżetowego pozwoliły w ostatnich miesiącach rządzącym partiom - CDU/CSU i SPD - na niewielką poprawę swoich pozycji w sondażach. Wielka Koalicja nie traci już zwolenników, choć złośliwi mogliby stwierdzić, że to żadna sztuka, bo ma już ich niewielu. Trudno jednak nie zauważyć pewnej, nawet jeśli niewielkiej, poprawy nastrojów społecznych. Nie można mówić o entuzjazmie, ale nadzieja na odwrócenie się złej karty niemieckiej gospodarki jest z pewnością większa niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Czynników, które pozwalają śmielej spojrzeć w przyszłość, jest kilka. Spróbujmy krótko je zanalizować.

1. Lepsza koniunktura przynosi wyższe wpływy z podatków. Dzięki dodatkowym miliardom, których wcześniej nie zakładano, minister finansów, Peer Steinbrück, ma powody do zadowolenia. Pozwalają one poprawić bardzo trudną dotąd sytuację budżetową zarówno całych Niemiec, jak i poszczególnych krajów związkowych.

2. Część dodatkowych wpływów zostanie przeznaczona na obniżkę bardzo wysokich w Niemczech kosztów pracy. Od przyszłego roku mniej pieniędzy pracownicy i pracodawcy będą musieli wpłacać na fundusz ubezpieczenia od bezrobocia. Redukcja ta nie będzie duża, ale uważana jest za krok we właściwym kierunku, który pozytywnie wpłynie na rynek pracy.

3. Dzięki pozostałym nieplanowanym miliardom euro Niemcy będą mogły szybciej obniżać deficyt budżetowy. Już w tym roku, po raz pierwszy od kilku lat, wyniesie on mniej niż 3% PKB. Dzięki temu największa gospodarka Europy wreszcie nie złamie zasad Paktu Stabilności i Wzrostu, którego przecież przed laty była głównym zwolennikiem. Dług publiczny ma rosnąć wolniej, a ambitne plany przewidują doprowadzenie w 2010 r. do budżetu zrównoważonego, czyli w ogóle bez deficytu.

4. Największa bolączka Niemiec, wysokie bezrobocie, pozostaje najistotniejszym wyzwaniem dla rządzących. W tym roku jednak możemy obserwować stały spadek liczby osób bez pracy. Niedawno odsetek bezrobotnych znalazł się poniżej psychologicznej granicy 10%. Nadzieją napawa fakt, że trend spadkowy jest utrzymywany także na jesieni mimo kończenia się prac sezonowych. To również dobra informacja dla niemieckiego budżetu, bo spadają nieco wydatki na zasiłki dla bezrobotnych i pomoc socjalną.

5. Tereny wschodnich krajów związkowych, czyli dawna Niemiecka Republika Demokratyczna, wciąż wymagają gigantycznych inwestycji i olbrzymich transferów socjalnych. Równocześnie jednak niektóre regiony tego obszaru powoli odradzają się gospodarczo. Dotyczy to szczególnie tych miejsc, które mają tradycje industrialne, a w ostatnich latach zdołały dzięki różnym dotacjom i skuteczności lokalnych władz przyciągnąć inwestorów.


Nie brakuje jednak argumentów potwierdzających tezę, że obecne ożywienie jest krótkotrwałe i maskuje rzeczywisty, czyli pesymistyczny obraz niemieckiej gospodarki.

1. Przede wszystkim dodatkowe miliardy to kropla w morzu potrzeb niemieckiego budżetu. Sam minister finansów zastrzega, że wciąż trzeba oszczędzać. Tym bardziej, że program redukcji deficytu jest tyleż ambitny, co trudny do zrealizowania

2. Największe zagrożenie dla koniunktury ekonomiści widzą w podwyżce podstawowej stawki podatku VAT z 16% do 19%. Od początku przyszłego roku Niemcy nie będą już mogli chwalić się wyjątkowo niskim VAT-em w porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej. Niektórzy sprzedawcy i producenci deklarują, że wezmą tę podwyżkę na siebie, a klienci nic nie odczują w kieszeniach. Jednak zdecydowana większość towarów zdrożeje. Trudno na razie ocenić, czy doprowadzi to tylko do chwilowego ograniczenia zakupów, czy też poważnie zachwieje niemieckim ożywieniem. Tym bardziej, że już teraz niemiecka gospodarka rośnie głównie dzięki eksportowi, a nie popytowi wewnętrznemu.

3. Nie można też ignorować ewentualnych zagrożeń zewnętrznych. Wzrost cen ropy naftowej, problemy w handlu międzynarodowym, spowolnienie światowego wzrostu gospodarczego - to wszystko zjawiska, których skutki mogą być bardzo poważne dla Niemiec. Jako największy eksporter świata są one szczególnie narażone na problemy różnych regionów świata.

4. Choć Niemcy jawią się nam wciąż jako kraj ludzi bogatych, ostatnie badania pokazują rosnące rozwarstwienie społeczeństwa naszych zachodnich sąsiadów. Nie można ignorować coraz liczniejszej grupy ludzi żyjących w ubóstwie, ofiar przemian gospodarczych, zarówno imigrantów, jak i rodowitych Niemców. Obszary biedy na terenie byłej NRD czy w trapionym wysokim bezrobociem Zagłębiu Ruhry to wielkie wyzwanie na najbliższe lata dla państwa przyzwyczajonego do powszechnego dobrobytu.

5. Unijne ramy budżetowe na lata 2007-2013, koncentrujące pomoc strukturalną na nowych, biednych państwach członkowskich Unii, oznaczają ograniczenie pomocy dla słabszych gospodarczo krajów związkowych Niemiec. Unijne środki nie przestaną co prawda do nich płynąć, ale zostaną znacznie zmniejszone. Oznacza to, że więcej pieniędzy na cele takie jak zwalczanie bezrobocia, czy inwestycje w infrastrukturę, trzeba będzie znaleźć we własnych budżetach, nie pękających przecież od nadmiaru euro.


W dobie globalizacji nie można stwierdzić, że los niemieckiej gospodarki zależy wyłącznie od polityków z Angelą Merkel na czele. Mają oni niewielki wpływ nie tylko na światową koniunkturę, ale też zachowania własnych przedsiębiorstw. Mogą jednak pomagać, obniżając rozsądnie podatki, pilnując deficytu budżetowego i zapobiegając marnotrawstwu publicznych pieniędzy. Mogą też szkodzić, utrzymując rozdęte wydatki czy opóźniając niezbędne reformy. A akurat reformowanie państwa, co widzieliśmy ostatnio na przykładzie zmian w systemie opieki zdrowotnej, idzie Wielkiej Koalicji bardzo opornie. Oby potrafiła uczynić w granicach swoich możliwości dobry użytek dla Niemiec z lepszej koniunktury, zanim ta dobiegnie końca.

 

Tekst powstał podczas podróży studyjnej "Gospodarka i zatrudnienie w Niemczech: aktualny stan i perspektywy reform", organizowanej w listopadzie 2006 r. przez Fundację Genshagen oraz Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej.