Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Cezary Kowanda: SPD po kolejnej zmianie przewodniczącego


09 maj 2006
A A A
Od 10 kwietnia 2006 r. nowym (na razie komisarycznym) przewodniczącym niemieckiej socjaldemokracji jest Kurt Beck. Zastąpił on na tym stanowisku wybranego ledwie kilka miesięcy wcześniej Matthiasa Platzecka, który niespodziewanie podał się do dymisji z powodu poważnych problemów zdrowotnych. Nie jest to jednak pierwsza zmiana na szczytach SPD. Kurt Beck jest już dziewiątym przewodniczącym od 1987 r. Tymczasem przez pierwsze czterdzieści powojennych lat socjaldemokracją kierowało zaledwie trzech ludzi, wśród nich Willy Brandt, który u steru partii utrzymał się przez 23 lata.

Jedna z dwóch największych niemieckich partii politycznych ma już ponad 140 lat i z dumą mieni się najstarszym z istniejących w Niemczech ugrupowań. W swojej długiej historii przechodziła bardzo różne koleje - od chwil wielkiego triumfu do okresów upadku i prześladowań. Ostro zwalczana przez Bismarcka, stała się jednym z założycieli Republiki Weimarskiej. Szybko jednak przeszła do opozycji, zmagając się dodatkowo z coraz silniejszą konkurencją ze strony ówczesnych komunistów. Prześladowana w okresie III Rzeszy, stała się w powojennej Republice Federalnej jedną z dwóch głównych sił, choć przez wiele lat pozostającą w opozycji. Tymczasem w Niemieckiej Republice Demokratycznej zmuszona została do sojuszu z komunistami i rozpłynęła się w tamtejszej "partii władzy" - SED. Nigdy jednak w swojej długiej historii SPD nie przeżywała tak częstych zmian przewodniczącego jak w ostatnich kilkunastu latach. Słynąca niegdyś z wielkiej wewnętrznej stabilności, dziś kojarzy się raczej z chaosem i niepewnością - tak personalną, jak i programową.

Platzeck - epizod zamiast nowego początku

Matthias Platzeck został wybrany na przewodniczącego w sposób niespodziewany, po nagłej dymisji Franza Münteferinga, podczas negocjacji koalicyjnych z CDU/CSU. Ten premier Brandenburgii symbolizować miał wzmocnienie roli socjaldemokratów z dawnej NRD oraz swoiste zamknięcie ery Schrödera i siedmiu lat koalicji SPD z Zielonymi. Platzeck osiągnął niewiarygodny wprost wynik na zjeździe SPD, uzyskując poparcie ponad 99% delegatów. Szybko jednak okazało się, że brakuje mu wyrazistości, szczególnie z porównaniu z gwałtownie zyskującą na popularności Angelą Merkel. Platzeck chciał wprowadzić bardziej "miękki" styl rządzenia partią, w której przewodniczący ma być raczej "pierwszym spośród równych", a nie wszechwładnym liderem. Pierwsze miesiące nie dały wyraźnej odpowiedzi na pytanie, czy taki styl może przynieść niemieckiej socjaldemokracji sukces. Nagła dymisja tego polityka podyktowana miała być poważnymi problemami zdrowotnymi - kłopotami ze słuchem i układem krążenia. Platzeck przyznał, że przecenił własne siły i nie jest niestety w stanie kierować dalej SPD. Równocześnie jednak nie zrezygnował ze swojej drugiej dotychczasowej funkcji - posady premiera Brandenburgii - co wzmogło spekulacje, że za dymisją stać musiały również inne powody.

Beck - z Moguncji do Berlina

W ekspresowym tempie komisarycznym przewodniczącym wybrany został Kurt Beck. Jego wybór z pewnością oficjalnie potwierdzi najbliższy zjazd partii. Beck był naturalnym kandydatem z kilku powodów. Uważano go dotąd za najbardziej wpływowego ze wszystkich pięciu wiceprzewodniczących SPD. Od dwunastu lat rządzi Nadrenią-Palatynatem (ze stolicą w Moguncji), z której uczynił wręcz bastion socjaldemokracji, choć wcześniej przez wiele lat wybory wygrywała tam chadecja (z tego kraju związkowego pochodzi sam Helmut Kohl). Nadrenia-Palatynat ma dziś jedną z najniższych stóp bezrobocia w Republice Federalnej, znakomicie rozwiniętą infrastrukturę turystyczną i niską przestępczość. W marcu 2006 r. Beck zdobył dla swojej partii, dzięki olbrzymiej osobistej popularności, w mogunckim parlamencie absolutną większość, co już dawno nie udało się SPD w żadnym niemieckim landzie. Wreszcie Kurt Beck określany jest jako "człowiek środka", nienależący do żadnej z partyjnych frakcji. Równocześnie otwarty jest na współpracę z różnymi partiami, w tym z FDP, z którą przez wiele lat współrządził w Nadrenii-Palatynacie.

Dziś zdecydowanie za wcześnie spekulować, czy to właśnie Beck zostanie kandydatem SPD na kanclerza w następnych wyborach do Bundestagu. Wydaje się być jednak silną osobowością, która z jednej strony kontynuować będzie zainicjowaną przez swego poprzednika programową debatę w partii, a równocześnie cieszy się wyrazistością i aurą "ojca Nadrenii-Palatynatu", którą spróbuje rozszerzyć na inne regiony państwa. Członkowie socjaldemokracji muszą mieć nadzieję, że z wyborem tego polityka kończy się wreszcie na pewien okres nieustanna karuzela stanowisk, która wprowadziła wielki zamęt w SPD. Tymczasem ugrupowanie to, mimo lepszego niż spodziewany wyniku w ostatnich wyborach federalnych, ma przed sobą bardzo wiele pracy. W ostatnich sondażach wypada zdecydowanie niekorzystnie na tle chadecji, oscylując wokół poziomu 30% poparcia. Musi bardziej odróżniać się od swojego koalicjanta i lepiej eksponować własnych ministrów, pozostających zdecydowanie w cieniu Angeli Merkel. Ważnym testem dla SPD będą wrześniowe wybory lokalne w mieście-landzie Berlin oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim. W obu tych krajach związkowych socjaldemokraci współrządzą, wystawiając swoich premierów, a zatem będą bardzo chcieli zachować swój stan posiadania.

Najważniejszym zadaniem stojącym przed Beckiem jest debata programowa wewnątrz partii. Nowy kompleksowy program, zastępujący dotychczasowy z 1989 r., powinien zostać przyjęty na jesieni przyszłego roku. Beck rozumie wyzwania związane z globalizacją i niezbędnymi reformami, ale opowiada się wyraźnie w duchu socjaldemokracji za kluczową rolą państwa w zapewnianiu obywatelom bezpieczeństwa socjalnego. Jakkolwiek akceptuje konieczność zmian, przestrzega przed nadmierną prywatyzacją. Kluczowe znaczenie widzi w zwiększeniu inwestycji, przede wszystkim w edukację, transport i nowe technologie. Nie waha się twierdzić, że czas obniżania podatków dobiegł końca, a państwo musi mieć środki dla wypełniania swych zadań. W związku z tym Beck kilkakrotnie wygłosił kontrowersyjne tezy o konieczności podnoszenia niektórych podatków w przyszłości, czym oczywiście wywołał gorące spory. W ten sposób próbuje on z pewnością odróżnić się od chadecji, która oficjalnie głosi wolę obniżania podatków, chociaż w praktyce nie zawsze w ten sposób postępuje.

Beck  - ostatnia nadzieja?

Nowy przewodniczący socjaldemokracji nie jest postacią, którą można by określić mianem charyzmatycznej. To bardziej polityczny rzemieślnik - skuteczny, ale przewidywalny. Ponadto podnoszą się, szczególnie wśród reformatorskiego skrzydła SPD, głosy obawy, iż Beck będzie nie dość otwarty na potrzebę zmian w przeciwieństwie do poprzedniego przewodniczącego i raczej zahamuje niż ożywi dyskusję wśród socjaldemokratów. Jednak pozycja Becka wydaje się w najbliższych miesiącach absolutnie niezagrożona. Powodem takiej sytuacji jest dramatyczny brak liderów, na jaki cierpi SPD. Beck jest uważany za ostatniego polityka "wagi ciężkiej" tej partii po odejściu z polityki Schrödera i skoncentrowaniu się Münteferinga na pracy tylko w rządzie. Typowany na przyszłego kanclerza Platzeck bardzo szybko zniknął z pierwszej linii. Nowych nazwisk i twarzy jest jak na lekarstwo - żadna z nich nie odgrywa na razie większego znaczenia w SPD. Nic dziwnego zatem, że z Beckiem wiąże się wielkie nadzieje. Na pewno świeżo upieczony przewodniczący spróbuje powtórzyć na arenie ogólnokrajowej sukces, jaki osiągnął w Nadrenii-Palatynacie. Czeka na niego jednak wiele trudnych wyzwań. Socjaldemokracja straciła część wyborców na rzecz nowej Partii Lewicy, powstałej z połączenie sił postkomunistycznej PDS i byłych działaczy SPD z zachodnich krajów związkowych. Pozycja partii w wielu krajach związkowych pozostaje bardzo słaba, a odpływ członków nie ustaje. Dość powiedzieć, że socjaldemokracja pod koniec lat siedemdziesiątych miała ich około miliona, a dziś już poniżej 600 tys. Zatem optymizm Becka, który często prezentował w ostatnich tygodniach, z pewnością okaże się potrzebny...