Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Monika Janicz: Każdy kij ma dwa końce


14 listopad 2009
A A A
Prezydent Litwy Dalia Grybauskaite podczas obchodów dnia niepodległości przy Grobie Nieznanego Żołnierza  wygłosiła przemówienie w tonie świadczącym o istnieniu przyjaźni polsko-litewskiej, podkreślając ile łączy oba narody. Pozwoliło to na moment zapomnieć  jak problematyczna jest to przyjaźń ze względu na kwestię mniejszości narodowych.

Od kilku lat niemożność porozumienia się obu państw w tej kwestii, na co składa się brak przestrzegania przez Litwę dwustronnych ustaleń, nieskuteczność polskiej strony w ich egzekwowaniu czy pewna atmosfera przewrażliwienia po obu stronach granicy – wszystko to doprowadziło do sytuacji, gdy Polacy litewscy zwracają się o pomoc wprost do Brukseli, czego wyrazem był niedawny protest przedstawicieli Związku Polaków na Litwie pod ambasadą Szwecji a pół roku wcześniej Czech. Powstała dziwna sytuacja, która narzuca myślenie, że władze polskie są nieskuteczne bądź poświęcają zbyt mało uwagi w dziedzinie polityki wobec swojej mniejszości narodowej na Litwie. Sytuacja ta świadczy o słabości naszej dyplomacji w tym kierunku, dlatego należy jak najszybciej wypracować bardziej skuteczny polsko-litewski dialog. Rozwiązanie problemów Polaków na Litwie leży w gestii Polski i Litwy a nie Brukseli, oba kraje muszą same wypracować consensus dla dobra bieżących i przyszłych relacji. Europejski arbitraż  tylko te relacje pogorszy.

Zamach na polskość

Społeczność polska na Litwie liczy sobie ok. 235 tys. osób, dzięki czemu stanowi najliczniejszą mniejszość w tym kraju. Zamieszkuje ona głównie tereny Wileńszczyzny, gdzie stanowi 20% ludności stolicy  a także obwody solecznicki, święciański i trocki. Podstawą porozumienia polsko-litewskiego w kwestii mniejszości narodowych a jednocześnie bazą prawną w tej dziedzinie jest Traktat między RP a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy podpisany przez oba rządy w 1994 roku. Według niego mniejszość polska na Litwie ma prawo do swobodnego posługiwania się swoim językiem w życiu prywatnym i publicznmym, nauczania go oraz używania swoich imion i nazwisk w brzmieniu  tego języka. Poza tym strony uzgodniły, że rozważą używanie języka mniejszości w urzędach i powstrzymają od działań świadomie asymilujących  jej przedstawicieli.

Polacy na Litwie  oceniają, że Wilno systematycznie łamie postanowienia Traktatu. Według nich   władze wywołują problemy z ochroną polskości, prowadząc świadomą politykę  lituanizacji  i tym samym łamią podstawowe ustalenia polsko-litewskie dotyczące traktowania mniejszości narodowych. W maju 2009 r. Stowarzyszenie  „Wspólnota Polska”, organizacja pozarządowa działająca przy Senacie RP opublikowała Raport, będący oficjalnym manifestem przeciw takiej polityce władz litewskich.. Autorzy piszą: „Z troską i zaniepokojeniem obserwujemy sytuację Polaków na Litwie. W dalszym ciagu polska oświata jest dyskryminowana, nie udaje się wprowadzić języka polskiego jako pomocniczego, polskie nazwiska nie mogą być pisane po polsku, a ulice nie mogą mieć polskich nazw”. Słowa te stanowią odzwierciedlenie problemów  nagłaśnianych w ostatnim czasie w mediach – Polacy  protestują przeciwko przymusowi litewskiej pisowni ich nazwisk w paszportach i  zdjęciu przez  władze  polskich tablic z nazwami ulic. Z raportu wynika, że polska oświata na Litwie jest zagrożona, a argumenty na rzecz tej tezy to fakt powstawania w rejonach solecznickim i wileńskim szkół rządowych obok samorządowych.  W pozostałych rejonach kraju taka sytuacja nie ma miejsca, jedynie na terenach zamieszkałych przez Polaków, co jest według nich  świadomą polityką równoważenia wpływów językowych i kulturowych przez władze. Szkoły rządowe są lepiej wyposażone i dysponują większym zapleczem budżetowym dzięki czemu mogą być bardziej atrakcyjne. Dochodzi przez to do sytuacji gdy Polacy  wolą skierować swoje dzieci do lepiej wyposażonej szkoły litewskiej niż do polskiej samorządówki. Stąd też  zarzut  o niepoproporcjonalność w finansowaniu szkół polskich i litewskich, z którch te pierwsze borykają się z problemami materialnymi. Innym takim świadomym działaniem władz prowadzącym do ograniczania wpływu polskości ma być wymóg likwidacji klas ze zbyt małą liczbą uczniów co spowodowało już zamknięcie 7 szkół polskich czy skreślenie języka polskiego jako obowiązkowego na maturze. Raport porusza też kwestię  publicznego używania języka polskiego jako pomocniczego w urzędach co nie jest obecnie usankcjonowane prawnie. Skrytykowane zostało również  orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego Litwy w sprawie pisowni nazw ulic w rejonie wileńskim, w konsekwencji którego umieszczanie tablic z polskimi nazwami ulic jest zakazane. Kolejna bardzo istotna sprawa to pisownia imion i nazwisk w dokumentach tożsamości. Pisownia obowiązuje w wersji zlituanizowanej, natomiast Polacy  domagają się pisowni oryginalnej: ”Państwo nie może w sposób administracyjny zmuszać swoich obywateli do wyrzeczenia się prawa do swego imienia i nazwiska” – twierdzą autorzy Raportu dodając: „Polityką państwa jest stopniowa eliminacja używania języka polskiego w życiu publicznym, zmierzająca do ograniczenia jego używania do kręgu rodzinnego i koleżeńskiego”.

Polskie zarzuty wobec władz zawierają się także w dziedzinie polityki a dotyczą   ograniczania praw wyborczych i  prześladowanie partii politycznych. Polacy krytykują     obowiązujący pięcioprocentowy próg wyborczy, który według nich utrudnia działaczom mniejszościowym dostanie się do parlamentu, dlatego domagają się oni preferencji w tym zakresie dla partii mniejszościowych. Również niekorzystny dla polskiej społeczności ma być podział na okręgi wyborcze, w wyniku którego tylko w jednym okręgu Polacy stanowią większość co nie jest zgodne z rzeczywistością. Do szeregu problemów dochodzi też zarzut dyskryminacji w procesie reprywatyzacji własności ziemskiej na Wileńszczyźnie: „Na Litwie trwa proces wsiedlania osób narodowości litewskiej na tereny Wileńszczyzny dotychczas zwarcie zamieszkane przez mniejszość polską.” – piszą autorzy Raportu. Słowa te nawiązują do prawa, na mocy którego przeprowadza się reprywatyzację.  Sprzyja ono rozproszeniu byłych właścicieli ziemi – zgodnie z ustawą każdy były właściciel może ziemię odzyskać niekoniecznie tam gdzie ją posiadał przed wojną. Polacy czują się również pokrzywdzeni i dyskryminowani w kwestii  finansowania ich mniejszości. Zajmuje się tym Departament Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa przy rządzie litewskim, według autorów Raportu dyskryminuje on mniejszości narodowe podczas przydzielania środków, co później odbija się na możliwościach polskiej prasy czy telewizji.

Polacy litewscy są więc przekonani, że władze państwowe prowadzą działania na rzecz ich lituanizacji albo przynajmniej minimalizacji wpływów polskości na Litwie

Druga strona medalu

Reakcją na Raport ze strony litewskiego rządu była jego krytyka. Zarzucono twórcom brak obiektywizmu i precyzyjności w ocenach własnej sytuacji, uznając za bezzasadne zarzuty dotyczące pomniejszania statusu języka polskiego, skoro może on być dobrowolnie wybierany na maturze. Zarzuty dotyczące używania go w urzędach także zostały skrytykowane wobec faktu, że w praktyce  na terenach zdominowanych przez mniejszość polską w instytucjach tych praktycznie używa się języka polskiego. Na zarzut dotyczący pisowni nazwisk litewska strona odpowiedziała, że parlament pracuje właśnie nad stosownym projektem ustawy jeśli chodzi o dyskryminację podczas  zwrotu mienia strona litewska porównuje stan rzeczy z syuacją w państwie polskim, argumentując, że w Polsce brakuje nawet aktu prawnego na temat restytucji prawa własności utraconych nieruchomości. Strona litewska zarzuca też społeczności polskiej, że w rejonach zdominowanych przez nią to Litwini czują się jak mniejszość narodowa a także, że  podwileńskie samorządy, gdzie we władzach zasiadają w większości Polacy, w sposób demonstracyjny łamią prawo w obronie swojego szkolnictwa a także dyskryminują litewskie szkoły.  Litwa krytykuje Raport też za to, ze nie ma w nim słowa na temat sytuacji Litwinów w Polsce, pokreślając przy tym, że nie jest ona zadowalająca ze względu na zmniejszającą się liczbę szkół litewskich i ciągłe niedofinansowanie.

W  Polsce żyje ok. 6 tys. przedstawicieli litewskiej mniejszości narodowej, przede wszystkim na Suwalszczyźnie. Najliczniej występują oni w gminie Puńsk, stanowiąc ok. 75% ludności lokalnej. W obszarach zamieszkiwania tej mniejszości język litewski funkcjonuje  w urzędach na prawach języka pomocniczego. W szkołach litewskich ma miejsce  swoboda w  nauczaniu przedmiotów w tym języku a  jeśli chodzi o ordynację wyborczą to nie ma progu wyborczego dla przedstawicieli mniejszości narodowych. Istnieje także formalne zezwolenie na używanie tablic z nazwami ulic i miejscowości po litewsku.

Pomimo, że na pierwszy rzut oka sytuacja Litwinów w Polsce wydaje się dużo korzystniejsza niż Polaków na Litwie,  litewska mniejszość narodowa nie określa jednoznacznie swojej sytuacji jako bardzo dobrej. Z tej strony również pojawiają się postulaty o większe środki finansowe na rozwój kulturalny, próbuje się zwrócić uwagę na przykład na ochronę rodzimej kultury w Sejnach, gdzie  dziedzictwo narodowe jest   zagrożone. Litwini wskazują też na brak cmentarzy dla litewskich żołnierzy poległych na wojnie oraz niedofinansowanie szkół. Dopiero 4 lata temu nastąpiło prawne uregulowanie sytuacji mniejszości narodowych w Polsce na mocy odpowiedniej ustawy. Do tej pory  Litwini mieli bardzo podobne problemy z pisownią swoich imion i nazwisk w rodzimym języku, mogli je pisać tylko po polsku. Jeśli już chciało się za wszelką cenę wywalczyć litewską pisownię nazwiska trzeba było przejść przez zawiłą biurokrację. Ich sytuacja zmieniła się więc stosunkowo niedawno. Sytuacja Litwinów w Polsce, choć obiektywnie rzecz biorąc  lepsza niż Polaków na Litwie, również wymaga zainteresowania władz polskich i konkretnego działania z ich strony na rzecz jej poprawy.

Więcej zaufania, mniej uprzedzeń

Mamy więc dwie strony medalu. Rozwiązaniem powinien być dialog  oparty na wzajemnym zrozumieniu przeszłości i zaufaniu . Potrzeba też czasu, bo obecne problemy wynikają z wypaczeń w mentalności zarówno Polaka jak i Litwina. Naród litewski, pomimo milowego kroku w dziedzinie rozwoju polityczno-gospodarczego na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, zdaje się być jeszcze trochę przewrażliwiony i czuje się niepewnie na arenie międzynarodowej.  Fakt, że mająca dla nich tak wielką wartość symboliczną Wileńszyzna jest zdominowana przez Polaków, z którymi w przeszłości toczono spór o te tereny,   musi  być do dziś niełatwy do zaakceptowania.  Historyczny polsko-litewski spór o te tereny kładzie się cieniem w mentalności narodu litewskiego, z dnia na dzień, a szczególnie w przeciągu tak krótkiego czasu jak dwadzieścia lat, nie da się wykorzenić wszelkich resentymentów. Dlatego być może z niechęcią postrzega się w tych rejonach mniejszość polską. Litwini i Polacy żyją obok siebie karmiąc się wzajemnnie lękami przed polonizacją i lituanizacją z drugiej strony. Ich współegzystencja na Litwie wyrosła na  kompleksie chłopa wobec pana z racji faktu, że  Polacy byli w przeszłości w przeważającej części właścicielami tamtejszych terenów ziemskich,  stosunki społeczne kształtowały się na tej podstawie. Inną ważną kwestią jest pamięć Litwinów o postawie mniejszości polskiej wobec   przemian na Litwie podczas rozpadu ZSRR, kiedy państwo to dążyło do uzyskania niepodległości. Większość litewskich Polaków opowiadała się wtedy za utrzymaniem władzy radzieckiej,  obawiając się o swój przyszły byt (47% z nich deklarowało poparcie dla ZSRR, w stosunku do 35% zwolenników litewskiej niepodległości). W okresie tym liderzy społeczności polskiej wysuwali nawet postulaty utworzenia autonomii na terenach południowo-wschodnich. Historia ukształtowała postrzeganie nas przez Litwinów jako niekoniecznie przyjazny naród, dlatego też tak trudno o pełną akceptację dla licznej mniejszości polskiej. Takie postrzeganie  jest oczywiście  destrukcyjne   dla jakości stosunków polsko-litewskich, nie mniej jednak okupuje ono do dziś w świadomości wielu obywateli Litwy. Jeśli rzeczywiście polityka Wilna wobec litewskich Polaków jest wyrażeniem tych resentymentów, stanowi ona bardzo złe ale nieuniknione następstwo określonej historii relacji polsko-litewskich. Zmiany należy więc upatrywać w dialogu opartym na wzajemnym zrozumieniu, zarówno na linii Litwa – mniejszość polska jak i Litwa - Polska. Tymczasem brakuje go zupełnie na pierwszej płaszczyźnie,  pomiędzy władzami Litwy a mniejszością polską, a na szczeblu międzyrządowym jest on zbyt mało skuteczny. Litwa formą realizacji swojej polityki wobec mniejszości polskiej osiąga  odwrotny efekt, ograniczając swobodę języka polskiego tylko wzmaga niechęć tej społecznośći w stosunku do siebie, która też nie postępuje właściwie lekceważąc obowiązujące prawo. Na drugiej płaszczyźnie dialog ten okazuje się być jak do tej pory  niewystarczający – Warszawa robi za mało.

Rządy polski i litewski powinny zwrócić większą uwagę na kwestie mniejszości narodowych, jednak dialog musi być pozbawiony gniewnej retoryki.  Wszelkiego typu groźby, o tym np., że Warszawa zaskarży Wilno do Trybunału Konstytucyjnego  jeśli sytuacja mniejszości polskiej nie ulegnie zmianie i kreowanie przez polskie media Litwy jako ciemiężcę polskości poprzez używanie takich zwrotów jak nagonka czy łamanie praw człowieka na pewno nie wpłyną pozytywnie na obustronne relacje i nie uczynią  tej drażliwej kwestii łatwiejszą do rozwiązania. Po stronie litewskiej  z kolei można usłyszeć hasła typu „Polacy na Litwie są piątą kolumną Moskwy”, choć są to na szczęście wymysły radykałów w stylu Alvydasa Butkusa, kontrowersyjnego litewskiego naukowca, zaprzeczającego istnieniu Polaków na Litwie.

Oba państwa dzielą pewne bariery w dziedzinie polityki historycznej, ale nie powinny swojego sporu przenosić na poziom Brukseli, lecz spróbować samemu dojść do porozumienia. Przedstawiciele Związku Polaków na Litwie przesadzili protestując pod ambasadą szwedzką. Spowodowało to zadrażnienie problemu i falę nieprzychylnych Litwie komentarzy w mediach, kreującyh ją jako wroga polskości, tymczasem jest ona naszym strategicznym partnerem w regionie. Tak samo niewłaściwe było działanie na własną rękę przez samorząd wileński i brak poszanowania dla prawa w państwie zamieszkania. To fakt, że stronie litewskiej można zarzucić sporą opieszałość i niekonsekwencję we wprowadzaniu w życie zapisów Traktatu z 1994 r., odpowiednie projekty ustaw najczęściej umierają śmiercią naturalną w parlamencie. Pomimo ciągłych zapewnień przywódców litewskich postęp w tej dziedzinie przebiega mozolnie. Potrzeba jednak więcej zaufania i cierpliwości w stosunkach polsko-litewskich, poradzenia sobie z obsesją  zamachu na narodową tożsamość. To powolny proces zachodzący w mentalności, nie można pozwolić by hamowała go negatywna retoryka i wzajemne obwinianie się.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.