Pytanie, które tak łatwo przeistoczyć w groteskę, w przypadku afgańskich cywilów staje się pytaniem zasadniczym. Niedawno próbowali odpowiedzieć na nie Niemcy.
Gdy prawie rok temu w wyniku bombardowania sił NATO zarządzonego przez niemieckiego oficera Kleinsta doszło do śmierci wielu cywilów większość osób zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Po serii dymisji w niemieckim rządzie oraz wojsku w zeszłym tygodniu doszło do umowy między rodzinami ofiar a przedstawicielami ministerstwa obrony RFN. Na mocy porozumienia każda z rodzin, której członkowie stracili życie w bombardowaniu cystern uprowadzonych przez talibów, otrzyma 5 000 dolarów.
Dochodzenie praw do odszkodowania przez rodziny afgańskie nie było sprawą prostą. W obronie Afgańczyków wystąpił prawnik mający małą kancelarię w Bremie, Karim Popala. Adwokat miał specjalne predyspozycje do reprezentowania Afgańczyków, bowiem urodził się w Kabulu. W trakcie negocjacji nad sumą odszkodowania skład prawników powiększył się o adwokatów z Berlina oraz Frankfurtu. Z biegiem czasu, każda z kancelarii próbowała osiągnąć jak najlepszy wynik głównie dla siebie, co osłabiło ogólną pozycję rodzin ofiar.
W całym sporze o wysokość odszkodowania pojawia się kilka wątpliwości i zasadniczych pytań. Przede wszystkim ile było rzeczywiście ofiar bombardowania? Jak zidentyfikowano poszczególne osoby przy powszechnym braku dowodów osobistych w Afganistanie? Nie do końca też wiadomo dokładnie jakie rodziny są reprezentowane przez prawników, a które pozostawione są bez żadnej opieki adwokatów. W końcu jak odróżnić ofiary takiego nalotu od talibów?
Czytaj wiecej »
Rozpoczynająca się konferencja w Londynie dotycząca strategii wojsk zachodnich w Afganistanie budziła w Niemczech zainteresowanie od dawna. Głównie z powodu braku własnej strategii.
Kiedy kilka tygodni temu przewodnicząca kościoła protestanckiego w Niemczech, Margot Käßman, powiedziała z ambony, że polityka rządu Merkel w Afganistanie jest niewłaściwa zawrzało. W zasadzie Niemcy podzieliły się na tych, którzy uważali, że wreszcie ktoś powiedział to o czym myśleli już od dawna, oraz na takich, dla których było to złamanie pewnego tabu.
Krytyka kościelna ma charakter szczególny. Nawet w Niemczech. Oficjalne przecież RFN nie jest z nikim w stanie wojny, wiec używanie tego określenia na „działania stabilizacyjne" jest czymś oryginalnym. Co prawda próbował już tego nowy minister obrony zu Guttenberg, ale posłużył się określeniem „warunki przypominające wojenne" - czyli nie wojna.
Czytaj wiecej »